czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 24

Jak najszybciej weszłam do pokoju. Wyciągnęłam tabletki i usiadłam na łóżku. Przez chwilę wpatrywałam się w opakowanie. Wzięłam kilka pigułek i położyłam się na łóżku. Po kilku minutach zaczęło mi się robić słabo i nagle odpłynęłam...

Obudziło mnie pikanie jakiejś maszyny. Otworzyłam powoli oczy i rozejrzałam się dookoła. Czyste, białe i sterylne pomieszczenie. Szpital świetnie, tylko jak ja się tu znalazłam? Próbowałam usiąść, ale zakręciło mi się w głowie i z powrotem położyłam się. Byłam podłączona do kroplówki, a w sali poza mną leżały dwie kobiety w średnim wieku. Przetarłam oczy. Nagle drzwi się otworzyły i do sali wszedł lekarz z Josh'em.
- Jezu Jess! - krzyknął i podbiegł do mnie. - Coś ty zrobiła? Wiesz jak ja się martwiłem?  - złapał moją dłoń i delikatnie ją głaskał.
- Przepraszam - powiedziałam cicho.
- Jak się czujesz? - zapytał lekarz patrząc na moją kartę.
- Słabo...
- Zrobiliśmy ci płukanie żołądka. Poza tym z badań krwi wyszło, że masz anemię, to jest tego przyczyną. Zostaniesz u nas na kilka dni. Będziemy podawać ci kroplówki i leki, które uzupełnią brakujące substancje w twoim organizmie. Odpoczywaj - uśmiechnął się mężczyzna i wyszedł z sali.
Westchnęłam cicho i patrzyłam przed siebie. Będzie mnie czekała długa i ciężka rozmowa. Nie mam na to siły.
- Wystraszyłaś mnie. Wróciłem do pokoju, a ty leżałaś nieprzytomna. Nie reagowałaś, nic. Cholernie się bałem. Zadzwoniłem na pogotowie. Byłem przy tobie cały czas - mówił cicho.
- Przepraszam - powiedziałam raz jeszcze.
- Nigdy więcej tego nie rób.
Kiwnęłam tylko twierdząco głową i odetchnęłam z ulgą, że nie wypytuje o wszystko. Chciałam teraz zamknąć oczy i iść spać. Nie chcę by Parker tu był, by siedział tu.
- Josh idź do hotelu. Ja chcę spać ty też powinieneś.
- Jessica nie.
- Proszę cię idź - powiedziałam pewniej siebie i brzmiało to bardziej jak rozkaz niż prośba.
- Jakby co dzwoń - uśmiechnął się blado i pocałował mnie w głowę.
- Pa -powiedziałam cicho.
- Pa - spojrzał na mnie i wyszedł ze sali.
Zamknęłam oczy. Nie mogła usnąć. Westchnęłam cicho pod nosem, ale nie otwierałam oczu. Kilka dni w szpitalu... I co ja tu będę robić? Nagle poczułam się dziwnie. Tak jakby ktoś mi się przyglądał. Otworzyłam oczy niepewnie i spojrzałam na wejście do sali.
Stał w nich chłopak, na oko miał z dziewiętnaście lat. Ubrany był w czarne rurki, czarną koszulkę w białe wzory, a na nadgarstkach miał kilka bransoletek. Jego blond włosy idealnie zgrywały się z jego jasną karnacją. Stał oparty o framugę i patrzył uważnie na mnie. Był jakby w transie, bo nawet nie zauważył, że mu się przyglądam. Po chwili się ruszył i szedł w moją stronę.
Jezu mam jakąś paranoję. Przecież ten chłopak to może być syn którejś z tych kobiet i nie patrzył na mnie tylko wzrokiem szukał kogoś innego.
Wszystko stało się jasne jak blondyn usiadł na krześle obok mnie.
- Hej - powiedział uśmiechając się lekko.
- Umm heeej - podniosłam się lekko i usiadłam.
- Jestem Robbie. Wiem, że się nie znamy, ale przechodziłem obok sali i jak cię zobaczyłem... Spodobałaś mi się i musiałem podejść.
- Och... Jestem Jessica.
- Miło mi ciebie poznać. Co ci się stało?
- Umm mam anemię i zemdlałam - po części skłamałam, bo nie wiem kim on jest i czego tak właściwie chce.
- Biedna. Na długo tu zostaniesz?
- Lekarz mówi, że kilka dni. A ty co tu  robiłeś?
- Wiesz... Byłem na pobieraniu krwi i przechodziłem tędy.
- Rozumiem - przetarłam leniwie oczy.
- Czemu jesteś tu sama?
- Jakiś czas temu kazałam koledze iść się przespać, bo siedział przy mnie całą noc.
- Idiota, ja bym ciebie nie zostawił, nawet jakbyś mnie wyrzuciła siłą...
- Nie obrażaj go, okay?
- Okay sorry. Jak się czujesz?
- Trochę słabo, a ty?
- Teraz dobrze - uśmiechnął się szeroko.
- A mogę wiedzieć czemu? - zmarszczyłam brwi patrząc na niego.
- Bo spotkałem ciebie.
Zaśmiałam się i przewróciłam oczami.
- Marny podryw - tym razem oboje się zaśmialiśmy.
- To może ja poćwiczę w domu i jutro przyjdę i spróbuję ciebie poderwać?
- Możesz próbować.
- Dasz mi swój numer? - zapytał, wyciągając telefon z kieszeni.
- Nie mam telefonu - przegryzłam wnętrze policzka.
- No dobra - chłopak robił coś przez dłuższą chwilę na telefonie.
Patrzyłam na niego uważnie. Nie zwracał przez chwile na mnie uwagi, gdy usłyszałam charakterystyczny dźwięk aparatu.
- Robisz mi zdjęcia?!
- Wybacz - zaśmiał się. - Musiałem jesteś śliczna.
- Usuń to proszę - powiedziałam spokojniej.
- Umówmy się tak, że jutro jak przyjdę to sama usuniesz.
- Myślisz, że jestem głupia? Wrócisz do domu i zrobisz kopię...
- Nie będę taki. Musisz mi zaufać.
Warknęłam pod nosem, ale zgodziłam się po czasie. Chłopak uśmiechnął się delikatnie do mnie. Pożegnał się ze mną i wyszedł. Opadłam na łóżko i zamknęłam oczy. Nie mogę plątać się w kolejną relację z kolejnym chłopakiem. Teraz i tak jestem w skomplikowanym miłosnym trójkącie. Jutro jak tylko Robbie przyjdzie powiem mu, że nie możemy się spotykać. Teraz jestem niby w bezpiecznej sytuacji. Jestem w szpitalu i nie muszę podejmować trudnych decyzji, ale co będzie jak mnie już wypiszą? Będę miała wrócić do Louis'a, zostać tu, czy co? Każda chyba możliwość jest zła na swój sposób. Co mam zrobić? Gdybym miała jakieś pieniądze uciekłabym sama gdzieś daleko. Może do Hiszpanii... Idiotyczny pomysł. Nie mam aż tylu pieniędzy, a pewnie Lou miałby swoje sposoby by mnie znaleźć. Jeśli w ogóle mnie szuka...

Następnego dnia było tak samo. Przyszedł lekarz zabrał mnie na badania. Później mówił mi co jest nie tak i co powinnam poprawić w swoim sposobie życia. Pielęgniarka podłączyła mi kolejną kroplówkę. Kobieta była bardzo miła i powiedziała, że jeśli mój stan się nie pogorszy, to nawet jutro mnie wypiszą. Powinnam się z tego cieszyć, ale to wszystko komplikuje. Będę musiała zdecydować co dalej. Później przyszedł Josh. Nie był tak uśmiechnięty jak zawsze. Usiadł przy moim łóżku i wpatrywał się przed siebie. Przez dobre dwadzieścia minut nie odezwaliśmy się ani słowem. On patrzyła gdzieś w dal, a ja na niego.
- Wszystko okay? - zapytałam w końcu, nie mogąc znieść tej ciszy.
- Szukają nas Jess... Louis, Nathan i wszyscy ich znajomi. Trochę ich jest i nie tylko w Doncaster. Znajdą nas wcześniej czy później, zwłaszcza, że nie jesteśmy daleko.
- I co teraz? - usiadłam i patrzyłam na niego z lękiem w oczach.
- Musimy jechać dalej, albo wrócić. Decyzja należy do ciebie.
- Josh ja nie wiem - szepnęłam.
- Podobno jutro wychodzisz, więc masz czas do jutra. Ja już nas spakowałem na wszelki wypadek. Przyjadę jutro po ciebie koło piętnastej, okay?
- Mhm - spojrzałam na swoje dłonie, które zaczęły się trząść.
- Spokojnie skarbie. Masz czas - pochylił się i pocałował mnie w głowę. - Ja mam jeszcze masę spraw do załatwienia, więc spadam. Ty spokojnie się zastanów. Nie będę ci już dzisiaj przeszkadzał i zobaczymy się jutro.
- Możesz zostać jeszcze chwilę?
- Jasne, a chcesz?
- Mhm - posunęłam się i zrobiłam miejsce brunetowi.
Parker podniósł się i położył się obok mnie. Wtuliłam się w niego i zaczęłam wszystko na spokojnie analizować. Nie chcę przez całe życie się ukrywać. Skoro Lou mnie szuka, to znajdzie. Tak jak Niall'a. Szuka go od jakiegoś czasu i jest coraz bliżej. To kwestia czasu, gdy zakończą poszukiwania powodzeniem. A skoro teraz szuka nas dwa razy więcej osób, to na pewno znajdą. Z drugiej strony nie chcę widzieć Zayn'a i nie chcę być mieszana w to całe gówno. Chcę trzymać się z dala od gangu o tych wszystkich spraw związanych z nim. Chociaż... Tęsknię za moim bratem. Tylko on mi został z rodziny. Za Harry'm i Liam'em też bardzo tęsknię. Im więcej o tym myślę, tym bardziej się gubię. Może zostaniemy tu i poczekamy, aż nas znajdą, albo jak skończą się pieniądze. Wiem, ze Louis będzie zły i będzie chciał mnie zabić jak mnie znajdzie, no ale... Sama już nie wiem.
- Wszystko dobrze? - usłyszałam szept przy swoim uchu.
- Tak, tylko myślę.
- Wymyśliłaś już coś?
- Chyba nie.
- Chyba? - spojrzał na mnie unosząc brwi.
- Co ty na to by tu zostać i czekać, aż nas znajdą?
- Wiesz, że nas zabiją? - zaśmiał się.
- Wiem, a widzisz inne wyjście? Zajmie im to jeszcze chwilę, a my przez ten czas będziemy mogli jeszcze tu zostać i spędzić fajnie czas.
- Skoro jest taka twoja decyzja - wsunął dłoń w moje włosy i delikatnie masował moją głowę.
Nie wiedziałam po co to robi, ale było mi przyjemnie i przestałam się wszystkim zamartwiać. Leżeliśmy tak przez dłuższy czas. Byłam trochę zła, gdy przyszedł lekarz i powiedział, że zabiera mnie na badania krwi. Warknęłam, a Parker się zaśmiał.
- Uważaj na siebie będę jutro - pocałował mnie w głowę i wyszedł.
Pielęgniarka zawiozła mnie na wózku do gabinetu, jakbym sama nie umiała przejść kilkudziesięciu metrów. Niezbyt przyjemna, starsza kobieta pobierała mi krew. Odwróciłam wzrok od czerwonej cieczy, napływającej do probówki. Nie lubię widoku krwi. Nie to że zaraz bym zemdlała czy coś, ale jakoś mnie to obrzydza. Poza tym miałam wrażenie, że jak tylko spojrzę na to co robi pielęgniarka, to wybuchnie awantura, że ją dekoncentruję. Po kilku minutach już jechałam do swojej sali. Na krześle obok łóżka siedział Robbie. Uśmiechnął się na mój widok.
- Hej - powiedziałam kładąc się do łóżka.
- Siemka, już się bałem, że uciekłaś przede mną.
- Ucieknę jak usunę zdjęcie - zaśmiałam się.
- Jak się czujesz?
- Coraz lepiej. Jutro wychodzę.
- O cieszę się. Może odebrać ciebie?
- Dziękuję, ale przychodzi po mnie przyjaciel.
- Rozumiem... Proszę - podał mi telefon. - Usuń.
Spojrzałam na wyświetlacz. W sumie to zdjęcie nie było takie złe. Wzięłam głęboki wdech i oddałam telefon blondynowi.
- Zostaw je sobie jak chcesz na pamiątkę - uśmiechnęłam się lekko.
- Co masz na myśli? - przechylił głowę na bok.
- Wyjeżdżam - skłamałam.
- Dokąd?
- Nie wiem jeszcze. W Londynie byłam przejazdem.
- Och... Może przejdziemy się na spacer, skoro już się więcej nie spotkamy.
- Nie chcę wychodzić.
- Proszę - widziałam jak zaczyna się denerwować, co mnie zdziwiło.
- Robbie serio...
- Ok poczekaj chwilę.
Chłopak wstał i odszedł dalej. Zadzwonił do kogoś i rozmawiał bardzo cicho. Cały czas był zdenerwowany. Nie wiedziałam o co może chodzić. Wpatrywałam się w niego i zdołałam usłyszeć "Nie będzie łatwo, ale coś załatwię...". Sparaliżowało mnie. O co mu chodziło? O mnie? Rozłączył się i wrócił do mnie.
- Wybacz - uśmiechnął się i zaczął nerwowo rozglądać.
- Coś się stało? - spytałam niepewnie.
- Mam małe problemy finansowe - uśmiechnął się blado.
- Niestety nie mam kasy, więc ci nie pomogę.
- Spokojnie nawet o tym nie myślałem.
Siedzieliśmy w ciszy. Weszła pielęgniarka do sali. Podeszłam do jednej z pacjentek i zaczęła coś robić przy tacy z lekami. Robbie podszedł do niej i zaczął o czymś rozmawiać. Zauważyłam jak sięga dłonią do tacy i coś zabiera. Przechyliłam głowę na bok. Chyba mi się przewidziało, albo zabrał coś co sprzeda narkomanom... Jezu... Pielęgniarka wyszła, a chłopak znowu podszedł do mnie.
- Co ty zrobiłeś?
- A co miałem zrobić? - zmarszczył brwi.
- Widziałam jak kradniesz jakieś leki - usiadłam i patrzyłam na niego uważnie.
- Wydawało ci się - usiadł obok mnie i złapał moją rękę.
Patrzył na nią przez chwilę i uśmiechnął się lekko do mnie. Dotknął delikatnie mój policzek i go pogłaskał.
- Przepraszam - szepnął.
Nie zdążyłam mu nic powiedzieć, gdy wbił w moją rękę strzykawkę i wstrzyknął mi coś. Pisnęłam cicho.
- Co ty robisz?
- Przepraszam - powtórzył, a moje oczy zaszły mgłą.
Zamknęłam oczy i czułam jak moje ciało bezwładnie opada na łóżko. Potem nic. Pustka. Cisza. Ciemność. Czy ja umarłam?



Oto nowy rozdział i jak wam się podoba?
Dziękuję za komentarze i mam nadzieję, że pod tym rozdziałem będzie ich więcej niż pod wcześniejszym :) 
Będzie ich 16??? 
KOMENTARZ = WIELKA MOTYWACJA DLA MNIE
Nie wiem czy jest sens pisania dalej, bo was jest niestety coraz mniej... 
1. Podawajcie swoje TT
2. Dodawajcie się do obserwatorów
3. Komentujcie
4. Udostępnijcie moje bloga jeśli będziecie mogli będę bardzo wdzięczna, a was będzie więcej
5. Możecie też komentować rozdział na tt z hashtagiem #ToxicLove
KOCHAM WAS ♥
Do następnego xx

środa, 22 kwietnia 2015

Informacja

Kochani z racji, że jest was coraz mniej i nie wiem czy pisać dalej, chyba będę zmuszona zawiesić bloga ;c
Jeśli pod ostatnim rozdziałem będzie przynajmniej 10 komentarzy dodam kolejny...
Nie chcę tego robić, ale chyba muszę by wiedzieć, czy jest sens pisania dalej.
Do następnego mam nadzieję, że szybko ♥

piątek, 10 kwietnia 2015

Rozdział 23

Zayn's Pov

Obudziłem się jakoś strasznie wcześnie i ostrożnie się przeciągnąłem, pamiętając o tym, że śpię z Jess. Przekręciłem się na bok i trochę się zdziwiłem widząc puste miejsce obok mnie. Jess nigdy tak wcześnie nie wstawała. Może poszła do łazienki albo napić się i zaraz wróci. Położyłem się na plecach i patrzyłem na sufit. Czekałem, czekałem i czekałem, ale ona się nie pojawiała. Zacząłem się denerwować. Wstałem i powoli wyszedłem z pokoju. Może Jessi poszła do siebie. Podszedłem pod jej drzwi i zobaczyłem karteczkę. Chwyciłem ją i przeczytałem. Nie mogłem w to uwierzyć. Przeczytałem treść jeszcze kilka razy, aż zrozumiałem co się dzieje. Jess uciekła z mojego powodu. Zraniłem ją, bo o co innego mogło jej chodzić? Nie mówiła, że ma jakieś problemy, a z Lou dogadywała się coraz lepiej.
Z całej siły uderzyłem pięścią w ścianę. Warknąłem czując ból i spojrzałem na swoją dłoń. Nie było tak źle.
- Chłopaki! - krzyknąłem.
- Co się drzesz? - ze swojego pokoju wychylił się Harry.
Ziewnął i poprawił swoje włosy. Podszedł do mnie, a po chwili dołączyła reszta.
- Możesz mi kurwa powiedzieć, czemu się drzesz i nas budzisz? - warknął Louis.
Bez słowa podałem mu kartkę. Przeczytał ją i momentalnie zbladł. Po chwili kawałek papieru został zabrany przez Liam'a, który razem z Harry'm przeczytali co na nim się znajduje.
- Uciekła - szepnął Lou i ruszył do swojego pokoju.
Poszedłem za nim. On od razu wziął swój laptop i próbował zlokalizować telefon swojej siostry. Patrzyłem na niego uważnie. W sumie zdziwiła mnie jego reakcja. Nie sądziłem, że aż tak się tym przejmie. Sądziłem, że powie coś w stylu "Jak zgłodnieje, albo skończy się jej kasa to wróci". Jednak się myliłem. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w ekran laptopa, a później wziął swoją komórkę i próbował się dodzwonić do Jess.
- Dlaczego ona to zrobiła? - powiedział, rzucając telefon na łóżko.
- Myślę, że to przeze mnie - odpowiedziałem i usiadłem obok jego. - Ona coś do mnie czuje, a wczoraj byłem na imprezie i wiesz... Jak to na imprezach. Ona musiała, zobaczyć malinki i w ogóle na moim ciele, gdy kładliśmy się spać - powiedziałem patrząc na swoje dłonie.
- Obiecałem ojcu, że się nią zajmę. Polubiłem ją. Cieszyłem się, że mam ją. Moją jedyną rodziną, a ty ją kurwa zraniłeś! I przez ciebie uciekła i nie wiadomo czy nic jej się nie stało! - krzyknął.
Nawet nie wiem kiedy rzucił się na mnie i zaczął okładać pięściami moją twarz. Nie broniłem się zbytnio, bo sam dobrze wiedziałem, że zasługuję na to. Nagle do pokoju wparowali chłopcy i nas rozdzielili.
- Tak nie znajdziemy Jess - warknął Liam.
- No właśnie. Zamiast się kurwa bić, byśmy mogli zacząć działać - dodał Harry.
Zeszliśmy do salonu i każdy z nas zaczął dzwonić do znajomych prosząc o pomoc w szukaniu Jess. Zadzwoniliśmy do wszystkich z gangu i do wszystkich znajomych nawet z poza miasta. Po wszystkim siedzieliśmy w ciszy i patrzyliśmy przed siebie. Nie wiedziałem co mogę jeszcze zrobić. Nie wybaczę sobie jeśli jej nie znajdziemy, jeśli jej się cokolwiek stanie. Nagle do Lou zadzwonił telefon. Wszyscy spojrzeliśmy na niego i czekaliśmy na informacje. Tomlinson zesztywniał, powiedział tylko "Rozpierdolę skurwiela" i się rozłączył.
- Co z nią? - zapytałem razem z Li.
- W nocy Nick widział jak Nathan ją nieprzytomną zabiera do auta i odjechali. Jeśli jej coś zrobił to go zabije - Lou wstał i wyszedł na chwilę z salonu.
Zacisnąłem mocno pięści i starałem się nie wybuchnąć. Tomlinson wrócił i schował pistolet.
- Pojebało cię? - zareagował od razu Hazz.
- Nie. To moja siostra, a jeśli coś jej się stało to go zabije, powiedziałem już. Jedziecie?
Wszyscy poszliśmy do garażu i wsiedliśmy do samochodu Louis'a. On odpalił silnik i ruszył z piskiem opon. Patrzyłem za okno i błagałem w myślach, by była cała i zdrowa. Żaden z nas nie odezwał się ani słowem. Gdy byliśmy pod jego domem, wysiedliśmy i podeszliśmy do drzwi. Lou gwałtownie walnął pięścią w drzwi. Po chwili otworzył je Nathan.
- Gdzie jest skurwielu Jessi?! - warknąłem i wepchnąłem go do środka.
Chłopacy weszli za nami, a Lou mnie odepchnął.
- Gdzie jest moja siostra?! - krzyknął i przyłożył mu spluwę do skroni.
Parker tylko się zaśmiał i pokręcił głową.
- Chyba ci na niej nie zależało.
- Nie twoja sprawa. Gdzie kurwa ona jest?!
Nathan odsunął się i wszedł do jakiegoś pokoju. Poszliśmy za nim.
- Są tu... Kurwa - warknął Parker.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Zwykły pokój. Nikogo w środku nie było. Jedyne co było niepokojące to otwarte okno. Parker podszedł do szafy i otworzył ją.
- Cholera jasna. Jessica i Josh uciekli.
- Kurwa - warknął Li.
Nie wytrzymałem i wyszedłem z jego domu jak najszybciej. Usiadłem na schodach i schowałem twarz w dłoniach. Co ja kurwa teraz mam zrobić? Przeze mnie Jess uciekła z tym idiotą nie wiadomo gdzie. Jak on jej coś zrobi, to tego nie przeżyję.
Usłyszałem, że ktoś podchodzi i siada obok mnie. Podniosłem wzrok niepewnie na tą osobę. To był mój brat. Uśmiechnął się lekko.
- Spokojnie znajdziemy ją. Nathan dzwoni po znajomych i będą też ich szukać. Tak będzie szybciej. Nie ufamy mu i nie będziemy nigdy przyjaciółmi, ale teraz musimy połączyć nasze paczki - powiedział tak jakbym był idiotą i o tym nie wiedział.
Przytaknąłem kiwnięciem głowy i patrzyłem przed siebie. Muszę ją znaleźć. Ja, nie oni. Muszę ją odnaleźć i porozmawiać. Wytłumaczyć jej to wszystko, choć pewnie mi tego nie wybaczy.

Jessica's Pov

Obudziłam  się jakoś po południu. Podniosłam się i rozejrzałam dookoła. Gdzie ja... Och no tak. Opadłam na poduszkę i zamknęłam oczy. Nie widziałam co chcę teraz zrobić. Usłyszałam dobiegający hałas z korytarza. Przekręciłam się na bok i otworzyłam oczy. To obsługa hotelowa, przywiozła śniadanie. Josh je odebrał i widziałam jak wręcza napiwek.
- Jess obudź się! - krzyknął idąc do pokoju z jedzeniem.
Leniwie podniosłam się i oparłam o ścianę.
- Hej - powiedziałam cicho.
- Dzień dobry śpiochu - uśmiechnął się i postawił tacę na stole. - Chodź zjemy.
Zwlekłam się z łóżka i usiadłam na krześle. Od razu chwyciłam filiżankę z kawą. Napiłam się gorącego mocnego napoju.
- Co chcesz dzisiaj robić? - zapytałam.
- Nie wiem. Na co ty masz ochotę?
- Hmmm możemy się gdzieś przejść czy coś...
- Zwiedzanie miasta?
- Nie raczej nie mam na to ochoty. Po prostu pochodźmy po okolicy.
- No dobra.
W ciszy zaczęliśmy jeść. Było pyszne, a najlepsze były bułeczki z ciasta francuskiego z czekoladą.
Po śniadaniu poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w zwykłą szarą koszulkę z nadrukiem, czarne rurki i tego samego koloru trampki. Spięłam włosy w koka i wyszłam z łazienki.
- Idziemy już? - zapytał chłopak zakładając skórzaną kurtkę.
- Możemy iść - wzięłam okulary przeciwsłoneczne.
- Okay, ale załóż coś na siebie. Świeci słońce, ale nie jest za ciepło.
Przewróciłam oczami i założyłam ramoneskę. Wyszliśmy z pokoju, a później z hotelu. Josh objął mnie ramieniem i szliśmy przed siebie. Poszliśmy do parku, który był niedaleko. Usiedliśmy na jednej z ławek. Rozglądałam się dookoła podziwiając to miejsce. Bardzo lubię Londyn, niestety nie jestem tutaj za często. Zakochane pary spacerowały, albo przytulały się. Grupy znajomych wygłupiali się, a dzieci wesoło bawiły się na placu zabaw. Podobały mi się kompozycje kwiatowe na trawnikach. Nawet nie zauważyłam jak zostałam sama. Rozejrzałam się, ale nigdzie nie widziałam Josh'a. Westchnęłam, ale z drugiej strony cieszyłam się, że zostałam sama ze sobą. Usiadłam po turecku na ławce i przymknęłam oczy. Wyłączyłam się i wsłuchiwałam w szum drzew i śpiew ptaków. Chciałam tylko odpocząć, nie myśleć o niczym.
Po jakimś czasie ktoś mnie mocno szturchnął i otworzyłam oczy przestraszona. Warknęłam wściekła widząc Josh'a.
- Gdzie byłeś?
- Wyszliśmy szybko i nie dokończyłaś kawy, więc pomyślałem... Proszę - powiedział uśmiechnięty, wręczając mi kubek z mrożoną kawą.
- Dziękuję jesteś kochany - uśmiechnęłam się.
- Wiem - zaśmiał się i usiadł obok mnie.
Przewróciłam oczami i mówiąc pod nosem "Skromny". Znowu usłyszałam jego śmiech.
Po parunastu minutach wstaliśmy i poszliśmy dalej.
Spacerowaliśmy, rozmawialiśmy i wygłupialiśmy się. To było fajne. W tej chwili nie myślałam o tej całej poplątanej sytuacji. Poszliśmy do baru i zamówiliśmy duże frytki i hamburgery.
Spędziliśmy fajnie czas, ale wiedziałam, że to się niedługo skończy. Będę musiała wrócić do domu, choć bardzo się tego boję. Josh jest miły i fajny, ale to tylko przyjaciel. Nic więcej między nami nie będzie. Te moje rozmyślenia znowu wszystko zepsuły. Straciłam apetyt, humor i chęci do dalszego przebywania wśród ludzi.
- Mała wszystko okay? - zapytał Parker patrząc uważnie na mnie.
- Taaa... Chciałabym już wrócić do hotelu, chyba mnie bierze jakieś przeziębienie - skłamałam dopijając wodę.
- Jasne. Nie wyglądasz najlepiej, musisz się położyć.
- Pójdziemy jeszcze do apteki okay?
- Oczywiście chodź.
Wyszliśmy z lokalu i poszliśmy do apteki, która była niedaleko. Na szczęście mój towarzysz został na zewnątrz by zapalić. Weszłam do apteki i kupiłam leki nasenne i dla przykrywki witaminy. Zapłaciłam i wróciłam do chłopaka. Uśmiechnęłam się blado i poszliśmy dalej. Patrzyłam na chodnik i nie odzywałam się ani słowem. Po kilkunastu minutach doszliśmy pod hotel.
- Kochanie idź do pokoju i się połóż, ja pójdę do sklepu i kupię kilka rzeczy, dobra?
- Tak, tak - wzięłam od niego klucz i weszłam do środka.
Jak najszybciej weszłam do pokoju. Wyciągnęłam tabletki i usiadłam na łóżku. Przez chwilę wpatrywałam się w opakowanie. Wzięłam kilka pigułek i położyłam się na łóżku. Po kilku minutach zaczęło mi się robić słabo i nagle odpłynęłam...


 
 Wybaczcie miśki, że dopiero teraz dodaję rozdział, ale nagle nauczycielom przypomniało się, że idą święta i to doskonały moment na 876543576543 sprawdzianów.
Potem święta i też masa rzeczy to zrobienia.
Poza tym wiecie, odejście Zayn'a... Jako, że jestem Zayns girl strasznie to zabolało i też pozbawiło mnie weny.
Teraz zastanawiam się poważnie nad zawieszeniem bloga na czas bliżej nie określony, ponieważ bardzo zaniedbałam naukę i muszę wziąć się za to.
Przepraszam was za to.
Napiszcie mi co o tym myślicie.
Dziękuję wam za wszystko i bardzo was kocham ♥
KOMENTARZ = WIELKA MOTYWACJA DLA MNIE
1. Podawajcie swoje TT
2. Dodawajcie się do obserwatorów
3. Komentujcie
4. Udostępnijcie moje bloga jeśli będziecie mogli będę bardzo wdzięczna, a was będzie więcej
5. Możecie też komentować rozdział na tt z hashtagiem #ToxicLove
KOCHAM WAS ♥
Do następnego xx

środa, 4 marca 2015

Rozdział 22

Skuliłam się na podłodze i zaczęłam płakać. Znowu mi to zrobił, a ja głupia robiłam sobie nadzieję, że on się zmienił. Gówno prawda. Nie wytrzymam dłużej w tym domu z nim. Nie chcę tu być. Chcę gdzieś wyjechać na jakiś czas. I może to dobry pomysł? Może powinnam zniknąć na jakiś czas...

Myślałam o tym przez dłuższą chwilę i w końcu podjęłam decyzję. Uciekam stąd. Jak najdalej. Ja nawet nie wiem dokąd mam iść, ale coś wymyślę. Otarłam łzy i podbiegłam do szafy. Wzięłam dużą torbę na ramię i wpakowałam w nią jak najwięcej ubrań. schowałam jeszcze telefon i pieniądze. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła dwudziesta druga. Chyba jeszcze wszyscy nie śpią. Muszę poczekać. Usiadłam przy biurku i zaczęłam pisać list.

"Drodzy chłopcy...
Przepraszam, ale ja dłużej tu nie wytrzymam. Za bardzo boli.
Jesteście wspaniali i dziękuję za wszystko.
Nie szukajcie mnie, proszę.
Trzymajcie się :)
Jess"

Patrzyłam na zegarek. Na to jak wolno przesuwała się najmniejsza wskazówka. Dla mnie była to wieczność. Może ucieknę do swojego mieszkania... Nie to głupi pomysł. Od razu by mnie tam szukali. I pewnie by znaleźli. Ech. A może poszłabym do Austin'a? Nie wiem czy to też dobry pomysł. Może mieć problemy u chłopaków. Nie mam do kogo pójść. Nie mam co zrobić.
Kiedy było po dwudziestej czwartej usłyszałam jak wszyscy rozeszli się po pokojach. Do listu przykleiłam kawałek taśmy i zabrałam ją oraz torbę. Wyszłam po cichu z pokoju i zamykając drzwi przyczepiłam kartkę na nich, by chłopcy mogli ją zobaczyć. Wzięłam głęboki wdech i jak najciszej potrafiłam zeszłam ze schodów. Udało mi się przejść cicho i podeszłam do drzwi wyjściowych. Spojrzałam ostatni raz za siebie i wyszłam z domu. Zamknęłam drzwi i wyszłam z posesji. Zapięłam bluzę i schowałam dłonie do kieszeni. Było dosyć chłodno. Ulice były ledwo oświetlone przez latarnie. Nigdy nie lubiłam chodzić po mieście, gdy było ciemno. Nie wiedziałam dokąd się udać. Skręciłam w lewo kierując się w stronę parku.
W oddali ujrzałam grupkę chłopaków. Zatrzymałam się i już miałam zamiar gdzieś uciec, gdy zobaczyłam, że bili jakiegoś mężczyznę. Nie wiem skąd u mnie ta odwaga, ale podbiegłam tam.
- Zostawcie go! - krzyknęłam będąc coraz bliżej.
Oni nic sobie z tego nie robili, zaczęli się śmiać i dalej bili i kopali starszego mężczyznę.
- Dzwonię na policję! - warknęłam pewnie.
Jeden z nich odsunął się od reszty i szedł w moim kierunku. Zamarłam, ale starałam się tego nie okazywać. Było ciemno, a on miał kaptur na głowie i nie wiele widziałam. Był wysoki i umięśniony. Gdy był już blisko mnie zaczęłam panikować i chciałam uciec. Jego ręka szybko i mocno złapała mój nadgarstek. Próbowałam się wyrwać, ale nic to nie dało.
- Byłaś taka odważna, a teraz uciekasz? - zaśmiał się i przyciągnął mnie do siebie. - Ooo kogo moje oczy widzę. Jessica Tomlinson. No no - pokręcił głową.
Skąd on mnie znał? Jego głos wydawał mi się znajomy, ale nie byłam pewna. Moje serce tak mocno biło, aż zaczęło mi się kręcić w głowie. Gdyby nie to, że on mnie trzyma pewnie już leżałabym na ziemi.
- Co ci jest? - potrząsnął mną, ale nie miałam siły się nawet odezwać. - Kurwa. Chłopaki zostawcie go, załatwimy to kiedy indziej - krzyknął w stronę grupki i wziął mnie na ręce. - To siostra Tomlinson'a, może nam się przydać.
Wsadził mnie chyba do auta i ruszył. Byłam ledwo przytomna. Nienawidziłam swojej nerwicy. Ta choroba tylko psuje moje życie. Po chwili doszło do mnie, że jestem sama w samochodzie z niebezpiecznym kolesiem i nie wiem gdzie jadę. Wpadłam w jeszcze większą panikę. On mówił coś do mnie, ale nic nie docierało do mnie. Poczułam jak moje oczy robią się ciężkie i tracę świadomość z rzeczywistością.
Ocknęłam się i złapałam się za głowę. Usiadłam powoli i rozejrzałam się dookoła. Byłam w jakimś pomieszczeniu, które przypominało salon. Z oddali dochodziły odgłosy rozmowy. Potarłam skronie i wsłuchałam się w dźwięki.
- Nie. Nie zgadzam się. Ok mogłaby nam jakoś pomóc i zniszczyć Tomlinsona, ale nie zgadzam się byś ją więził - powiedział jeden chłopak.
- Jesteś naiwny. Podoba ci się, ale ty jej nie. Woli Malik'a, a ty ślepo w nią patrzysz. Nie łudź się, nie masz szans. Dlatego nie możesz być miękki i musisz mi pomóc Josh - powiedział ten sam chłopak co mnie tu przywiózł.
Josh? Josh z mojej klasy? A ten drugi to Nathan? Ja pieprzę w co ja się znowu wpakowałam. Moja torba leżała przy sofie. Chwyciłam ją i po cichu chciałam opuścić pokój.
- Dokąd się wybierasz? - usłyszałam za sobą i niepewnie odwróciłam się.
Teraz byłam pewna. To Nathan. Za nim stał Josh i patrzył na mnie uważnie.
- Łazienka - szepnęłam ze strachem.
- Nie ładnie tak kłamać księżniczko -powiedział i dotknął mojego policzka.
Odwróciłam głowę i skrzywiłam się pod jego dotykiem.
- Zostaw ją! Jess chodź - Josh złapał mnie za rękę i zaprowadził do jakiegoś pokoju. Rozejrzałam się po pokoju. Należał chyba to Josh'a. Pomieszczenie wyglądało jak zwykła sypialnia chłopaka. Usiadł na łóżku i patrzył na mnie.
- Co robiłaś sama w nocy na mieście? - zaczął poważnie.
- Uciekłam z domu - westchnęłam i usiadłam obok niego.
- Dlaczego? - spojrzał na mnie.
- Zayn... On mnie zdradził, choć właściwie to chyba nie byliśmy razem - wyszeptałam i zaczęłam płakać.
- Ej nie płacz. Ja ciebie kocham - wsunął kosmyk włosów za moje ucho.
Spuściłam wzrok. Nie wiedziałam co mam zrobić. Nie powiem, że ja jego też, bo tak nie jest. Z drugiej strony potwierdziło się to co mówił Austin. Kurwa. Muszę zmienić temat, bo ta niezręczna cisza była już nie do zniesienia.
- Co ze mną zrobicie?
- Nie pozwolę ciebie skrzywdzić spokojnie. Pewnie będę miał problemy z bratem, ale dam radę. Gdzie chciałaś się podziać jak uciekłaś?
- Sama nie wiem. Myślałam, że coś wymyślę.
- Mam pomysł! - powiedział podekscytowany.
- Jaki?
- Wyjedziemy stąd. Ciebie pewnie będą szukać, a mój brat ciebie nie skrzywdzi. Co ty na to?
- Sama nie wiem... Okay jedźmy.
On cały rozpromieniał. Zerwał się z łóżka i zaczął się pakować. Może jak będę daleko od tego wszystkiego to poczuję się lepiej. Patrzyłam na niego i było mi głupio. On robi sobie nadzieję, a ja nic do niego nie czuję.
- Gdzie chcesz jechać? - zapytałam po chwil.
- Co powiesz na Londyn? - uśmiechnął się.
- Może być - odwzajemniłam delikatnie gest.
- Jeździłem już w nocy do Londynu wiele razy. Za godzinę mamy pociąg, to idziemy? - otworzył szufladę przy biurku i wyciągnął plik banknotów, który schował do kieszeni. - Wyjdziemy przez okno. Nie chcę by Nathan nas przyłapał, a na szczęście mam pokój na parterze. Dasz radę?
- Jasne.
- Chodź.
Chłopak otworzył okno i puścił mnie przodem. Przerzuciłam torbę i wyskoczyłam. Udało mi się nie przewrócić z czego byłam szczęśliwa, bo znając moją szczęście pewnie wylądowałabym twarzą w błoto. Zdążyłam podnieść swoją torbę i Josh był już obok mnie. Złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić przed siebie.
- Daleko jest stacja kolejowa? - jęknęłam próbując nadążać za nim.
- Nie tak bardzo. Dwadzieścia pięć minut drogi. Jeszcze musimy kupić bilety.
Po około godzinie podjechał nasz pociąg. Jechało nim niewiele osób. Usiedliśmy sami w przedziale. Byłam wdzięczna Josh'owi za tą ucieczkę. Siedzieliśmy w ciszy na przeciwko siebie.
- Chłopaki mogą cię jakoś namierzyć? - zapytał nagle.
- Umm... Nie... Znaczy mam jakiś chyba nadajnik w telefonie.
- Cholera daj go.
Podałam mu komórkę. Otworzył ją i wyjął baterię. Zamknął urządzenie i podał mi.
- Powinno pomóc - uśmiechnął się lekko.
- Dzięki - mruknęłam pod nosem.
- Co zamierzasz zrobić później jak wrócimy?
- Co masz na myśli?
- Co zrobisz z Zayn'em? - patrzył na mnie uważnie.
- Nie wiem - szepnęłam i spuściłam wzrok.
- Nie chcesz się zemścić?
- Że co? - zmarszczyłam brwi.
- Wstań.
Zrobiłam to niepewnie. On też się podniósł i stanął obok mnie. Czułam się dziwnie i nie wiedziałam co on chce zrobić. Położył dłonie na mojej tali i wpatrywał się w moje oczy.
- Daj mi szansę Jess - szepnął.
Poczułam, że mnie podnosi. Instynktownie objęłam rękoma jego szyję. Usiadł na swoim miejscu sadzając mnie na swoich kolanach. Spojrzał mi w oczy i złączył nasze usta ze sobą. Nie robił nic więcej, po prostu przyciskał swoje usta do moich. Przeszedł mnie dreszcz. Czułam się dziwnie. Wolałam całować Zayn'a. Nie powiem, że mi się nie podobało, ale to było dla mnie dziwne. Nie wiem kiedy wsunęłam swój język pomiędzy jego usta. Zaczęliśmy się całować. Delikatnie, ale i namiętnie. Po chwili zrozumiałam co robię i to, że robię mu nadzieję. Nie mam pojęcia czy chcę czegoś więcej.
Kocham Zayn'a, cały czas go niestety kocham. Po mimo tego, że mnie ranił, upokarzał i bił. Chciałam z nim być, ale nie wiem czy dałabym radę dłużej tak żyć. Nie chcę być jego zabawką. Chciałabym być dla niego kimś ważnym, kimś kogo by kochał. To chyba nie jest możliwe. Zayn i ja... To chyba całkiem inna bajka. Nie pasujemy chyba do siebie. Ja oczekuję związku, miłości, wsparcia, jego, a on seksu i zabawy. To nie wyjdzie. I właśnie to łamie mi serce. Nie należę... I pewnie nigdy nie należałam do jego świata. Żyłam złudnymi złudzeniami.
Oderwałam się od ust Parker'a i wtuliłam się w niego. Głaskał mnie delikatnie po plecach i muskał ustami moją szyję. Nie działał na mnie tak jak Malik. Może powinnam dać mu szansę. Zgłupiałam przez to wszystko. Siedzieliśmy tak dosyć długo. Cieszyłam się, że nie rozmawialiśmy. Nie chciałam by wyznawał mi miłość, by prosił mnie o chodzenie. Nie teraz. To o wiele za szybko.
Po czwartej nad ranem byliśmy już w hotelu w Londynie. Byłam wdzięczna, że Josh wynajął pokój z dwoma łóżkami. Wzięłam szybki prysznic i założyłam na sobie luźną koszulkę i spodenki. Położyłam się do łóżka i patrzyłam w sufit. Zastanawiałam się co robią chłopcy. Czy śpią i czy będą mnie szukać. Boję się co będzie jak mnie znajdą, albo jak wrócę. Westchnęłam pod nosem.
Josh podszedł do mojego łóżka, ubrany w same bokserki. Kucnął przede mną i się uśmiechnął.
- Zobaczysz będzie dobrze i będziemy się świetnie bawić. Zadbam o to - delikatnie głaskał mnie po policzku.
- Dziękuję.
- Śpij dobrze księżniczko - pocałował mnie i poszedł do swojego łózka.
- Dobranoc Josh - przykryłam się i położyłam na boku.
Cały czas się bałam i słowa Parker'a nie podniosły mnie na duchu. Chciałabym się obudzić w łóżku z Zayn'em i pomyśleć, że to wszystko to tylko zły sen. Tak raczej nie będzie. Zamknęłam oczy, starając się nie płakać. Po jakimś czasie odpłynęłam we śnie...



Jest kolejny rozdział! Udało mi się napisać go dużo szybciej, z czego się cieszę.
Jak wam się podoba? Co myślicie o Josh'u?
Przepraszam, że rozdział jest krótszy ;c
Czekam na wasze komentarze, opinie i tak dalej.
Dziękuję, za 11 komentarzy i liczę, że będzie ich jeszcze więcej :)
KOMENTARZ = WIELKA MOTYWACJA DLA MNIE
1. Podawajcie swoje TT
2. Dodawajcie się do obserwatorów
3. Komentujcie
4. Udostępnijcie moje bloga jeśli będziecie mogli będę bardzo wdzięczna, a was będzie więcej
5. Możecie też komentować rozdział na tt z hashtagiem #ToxicLove
KOCHAM WAS ♥
Do następnego xx

niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 21

Zaczęłam wyobrażać sobie mojego Zayn'a pobitego leżącego na podłodze. Pokręciłam głową by odpędzić złe myśli. Nagle się doczekałam. Szedł szybko praktycznie biegł. Widziałam lekkie zadrapania na jego twarzy. Wsiadł szybko do auta i odpalił w biegu samochód. Ruszył z piskiem opon i po chwili byliśmy poza terenem szkoły.
- Zayn co się stało?
Nie odpowiedział tylko co chwila patrzył w boczne lusterko. Przerażał mnie. Co tam się kurwa stało? Coś nam grozi? Dlaczego uciekamy?
- Zayn! - krzyknęłam ze łzami w oczach...

- Zapnij pasy - olał moje pytanie.
Zapięłam pasy i patrzyłam na niego przerażona. Nagle gwałtownie skręcił w lewo i uderzyłam się głową o szybę. Jęknęłam i złapałam bolące miejsce. Jechaliśmy tak dosyć długo. Byłam pewna, że jesteśmy poza miastem. Po jakimś czasie Zayn znacznie zwolnił i nie pędził już jakby prowadził pieprzony radiowóz na sygnale ścigając jakiegoś przestępce.
- Zayn powiesz mi do cholery co się stało? - warknęłam czując lęk, irytację i nie wiem co jeszcze.
- Przepraszam - powiedział i zjechał na pobocze. - Trochę zniszczyłem ci imprezę - spojrzał na mnie i delikatnie złapał moją dłoń.
- Opowiesz mi co tam się właściwie zdarzyło?
- Ech no to pobiliśmy się trochę z Nathan'em. Przyszli ochroniarze i próbowali nas rozdzielić, ale nie wyszło, więc wezwali policję...
- I ty wystraszyłeś się glin? - spojrzałam na niego podnosząc brwi.
- Ja? No coś ty - zaśmiał się, ale po chwili spoważniał. - Dalej się trochę biliśmy i on powiedział, że dobrze, że mnie nie ma teraz z tobą i, że właśnie jego brat i kumple się tobą zajmują... Nie wytrzymałem Jess. Wpadłem w furię. Nie mogłem pozwolić, na to by coś ci zrobili. Popchnąłem go na ten stół z napojami i wybiegłem z sali. Nawet nie wiesz jak się bałem, że coś ci zrobili, albo, że mi cię zabrali - powiedział to cicho i mocniej złapał moje dłonie. - Nie pozwolę cię skrzywdzić - szepnął i spojrzał mi w oczy.
Poczułam się głupio, że tak na niego krzyczałam. On tylko chciał mnie chronić i to było urocze na swój sposób. Widziałam w jego oczach strach, co próbował maskować. Odpięłam pasy i usiadłam na kolanach Mulata. Złapałam jego twarz w dłonie i przybliżyłam się do niej.
- Dziękuję mój bohaterze - szepnęłam, a jego usta wykrzywiły się w ten uśmiech, który tak kochałam.
Musnęłam delikatnie jego usta. Chciałam by było to delikatne, ale chyba Malik miał inne plany. Brutalnie naparł na moje usta swoimi i całował mnie bardzo namiętnie, a zarazem zachłannie. Jęknęłam cicho i objęłam jego szyję. Jego dłonie błądziły po moich plecach. Pisnęłam, gdy jego dłonie zatrzymały się na moich pośladkach i ścisnęły je mocno. Lekko mnie odchylił. Oparłam się o kierownicę i nacisnęłam klakson. Podskoczyłam przestraszona i razem z Zayn'em zaczęliśmy się śmiać. Po chwili jego usta znowu znalazły się na moich. Całowaliśmy się przez chwilę zachłannie, gdy on przeniósł swoje pocałunki na moją szyję. Jego dłonie, które spoczywały na moich pośladkach zwinnie wsunęły się pod sukienkę. Kiedy jego usta powędrowały na moje obojczyki zapaliła mi się czerwona lampka.
- Zayn nie - jęknęłam cicho.
On o dziwo odsunął się i złapał moje dłonie w swoje. Czułam się dziwnie i odruchowo spuściłam wzrok. Malik musnął ustami mój policzek.
- Nic się nie stało. Nie powinienem, przepraszam. Zabiorę cię na imprezę, taką wynagradzającą zepsutą szkolną dyskotekę - uśmiechnął się i posadził mnie na fotelu pasażera.
Znowu odpalił samochód i ruszył. Nie wiedziałam, gdzie dokładnie jedziemy. Nie byłam pewna, ale raczej nie wracaliśmy do miasta. Patrzyłam na drogę. Zauważyłam w oddali światła i reflektory aut. Podjechaliśmy tam i Zayn zaparkował samochód. Wysiedliśmy i rozejrzałam się dookoła. Pełno ludzi. Większość pijanych, albo naćpanych. A dziewczyny... Szkoda gadać. Na plaży w lato jest mniej roznegliżowanych kobiet niż tu. Malik szybko pojawił się przy moim boku i objął mnie w pasie.
- Pilnuj się mnie - szepnął mi do ucha.
Idąc w stronę wejścia do dyskoteki, Mulat co chwile z kimś się witał. Zatrzymywaliśmy się na chwilę, gdy jakiś chłopak chwilę gadał z nim. Za to dziewczyny, podchodziły do niego, dawały mu buziaki i przytulały się. Miałam tego dosyć. Byłam zazdrosna i wiedziałam, że coś zaraz zrobię.
Kolejna ledwo ubrana dziewczyna podeszła do Zayn'a. Była wysoka, miała może metr osiemdziesiąt wzrostu i do tego wysokie szpilki, więc dosłowny olbrzym. Ubrana była w obcisłe spodenki i stanik. Urwała się spod latarni czy co? Miała rude włosy i mocny makijaż, a jej rozmazana szminka, pokazywała, że już "witała" się z wieloma chłopakami. Zaśmiałam się, a mój partner spojrzał na mnie z uśmiechem ignorując rudowłosą.
- Zayn dawno się nie widzieliśmy, tęskniłam za tobą - uwiesiła się na jego ramieniu, tak jakby mnie nie było i kontynuowała. - Wiesz może byśmy poszli do łazienki.
- Nie wiem czy jesteś ślepa, ale on jest ze mną. Jeśli miałby ochotę wyruchać coś takiego jak ty to pewnie poszedłby do burdelu, tam są znacznie lepsze laski. A teraz wybacz, ale my idziemy- warknęłam w stronę dziewczyny i pociągnęłam chłopaka za sobą.
Słyszałam jego śmiech. Weszliśmy do środka. Było bardzo duszno. Zayn przyciągnął mnie tak, że przyciskał moje plecy do swojego torsu.
- Pięknie sobie poradziłaś skarbie. Nie wiedziałem, że jesteś, aż tak zazdrosna o mnie - wymruczał mi do ucha i poprowadził mnie w tańczący tłum.
- Nie jestem - jęknęłam próbując okłamując jego i siebie.
- Nie wierzę ci - zaśmiał się i pocałował mnie w szyję.
Położył dłonie na moich biodrach i zaczęliśmy tańczyć. Dobrze się z nim bawiłam. Żadne z nas nie potrzebowało alkoholu, by czuć się dobrze. Mi wystarczyła jego obecność. Przetańczyliśmy jedną piosenkę, drugą, kolejną i kolejną... Straciłam rachubę czasu.
- Kotek jest już po dwunastej musimy wracać - wyszeptał mi do ucha i pociągnął do wyjścia.
Chciałam protestować, ale z drugiej strony wiedziałam, że mój braciszek będzie zły. Wsiedliśmy do auta i Malik szybko ruszył. Usadowiłam się wygodnie i oparłam głowę o fotel. Zamknęłam oczy i odpłynęłam.
Miałam piękny sen. Śniło mi się, że wszystko jest normalne. Zayn i chłopaki nie są żadnymi gangsterami. Żyjemy spokojnie i bawimy się. Byli w tym śnie też moi rodzice i on... Niall. Ja, moi bracia i rodzice byliśmy szczęśliwą rodziną. Mój związek z Malik'iem też był idealny.
Obudziłam się wypoczęta. Przeciągnęłam się i spojrzałam na łóżko. Leżałam sama. Było mi trochę smutno, bo spodziewałam się jego przy moim boku. Byłam w tej samej sukience co wczoraj. Zwlekłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze.
- Może jednak lepiej, że Zayn nie widzi mnie w takim stanie - powiedziałam do siebie.
Sięgnęłam po płatki i mleczko do demakijażu. Dokładnie zmyłam ze swojej twarzy pozostałości po wczorajszym makijażu. Związałam włosy i rozebrałam się. Nalałam wody do wanny i weszłam do niej. Zanurzyłam się po samą szyję i oparłam głowę o zagłówek. Gdybym nie odczuwała bólu nóg po wczorajszych tańcach z Malik'iem, pewnie pomyślałabym, że to był tylko sen. Zastanawiało mnie, gdzie on teraz jest.
Po kąpieli ubrałam się w legginsy i długą, luźną, białą koszulkę na ramiączka. Zbiegłam na dół. Było cicho w domu. Nie było jakoś wcześnie, więc wątpię, że chłopcy śpią. Weszłam do kuchni, gdzie przy lodówce spotkałam Harry'ego.
- Hej! - powiedziałam uśmiechnięta i usiadłam na blacie.
- No cześć - odwzajemnił uśmiech i spojrzał na mnie. - Jak było wczoraj?
- Cudownie. Zrobisz mi coś do jedzenia? - spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem.
- Kupiłem drożdżówki. Są w torbie obok ciebie.
Odwróciłam się i chwyciłam się za odwijanie papieru. Wyciągnęłam jedną bułkę i zaczęłam jeść. Była taka pyszna. Hazz musiał chyba być w piekarni, niedawno, bo były bardzo świeże.
- Pyszne - wymruczałam z pełnymi ustami. - Gdzie wszyscy?
- Li i Lou dalej szukają twojego brata...
- A Zayn?
- Właśnie do tego zmierzałem. Wrócił z tobą. Zaniósł do pokoju ciebie i wyszedł z domu. Wziął motor i gdzieś pojechał. Nie martw się, wróci. Zawsze wraca - zaśmiał się, tak jakby opowiedział najlepszy dowcip w swoim życiu.
Mnie jednak to nie uspokoiło. Było już południe, a go nie ma. Gdzie właściwie pojechał? Boję się, że coś mogło się mu stać. Skończyłam jeść i napiłam się herbaty, którą zaserwował mi Styles. Wróciłam do swojego pokoju i wyciągnęłam z torebki telefon. Wykręciłam numer Malik'a i czekałam. Jeden sygnał. Drugi. Trzeci. Czwarty...
- Siema - usłyszałam jego głos i odetchnęłam z ulgą dopóki nie zorientowałam się, że to automatyczna sekretarka.
Rozłączyłam się i opadłam na łóżko. Co ja mam robić cały dzień? Nie chcę na pewno siedzieć cały dzień w domu. Wstałam z łóżka i założyłam czarne vansy. Chwyciłam bluzę i telefon i wyszłam z domu, informując o tym Harry'ego. Szłam przed siebie zadowolona z pięknej pogody. Słońce przyjemnie grzało i aż żałowałam, że nie zabrałam ze sobą okularów przeciwsłonecznych. Skręciłam w wąską uliczkę. Nagle poczułam jak czyjeś silne ramie łapie mnie w pasie i przyciska do siebie. Zaczęłam piszczeć i duża, męska dłoń przysłoniła mi usta. Miałam nadzieję na początku, że to Zayn, ale to nie były jego dłonie. Zaczęłam się wyrywać i próbować krzyczeć.
- Jess spokojnie to ja - usłyszałam śmiech i uścisk wokół mojej tali trochę złagodniał.
Również dłoń z moich ust szybko zniknęła. Odwróciłam się i ujrzałam uśmiechniętego Josh'a.
- Boże idioto wystraszyłeś mnie - chciałam zacząć krzyczeć na niego, ale widząc jego zadowoloną twarz sama się uśmiechnęłam.
- Wiem, wybacz, ale jak zobaczyłem ciebie musiałem cię jakoś zaskoczyć.
- Udało ci się - zaśmiałam się.
- Jak się czujesz?
- W sumie dobrze, a ty? No i jak Nathan? - właściwie nie wiem czemu zapytałam o tego palanta. Może dlatego, że to jego brat i mam jakieś poczucie winy, przez to co wczoraj się wydarzyło.
- U mnie dobrze. A Nathan żyje - zaśmiał się. - Był w gorszych sytuacjach, ta nie robi na nikim wrażenia. Gdzie idziesz?
- Nie wiem. Wyszłam się przejść.
- Mogę ci towarzyszyć? - uśmiechnął się jeszcze szerzej, jeśli to tylko możliwe.
To było dziwne. Zawsze jak go widziałam był uśmiechnięty i wesoły. Podobało mi się to. Nie każdy jest tak pozytywny.
- Jasne jeśli tylko chcesz.
Chodziliśmy po mieście i dużo rozmawialiśmy. Okazało się, że obydwoje uwielbiamy lody miętowe z kawałkami czekolady i pizzę z samym serem. Josh powiedział, że po szkole chce jechać do Londynu na studia, a jak nie to zostaje z bratem. Siedzieliśmy w parku, później poszliśmy się przejść nad rzekę cały czas świetnie się bawiąc w swoim towarzystwie. Zaczęło się ściemniać i postanowiłam wracać do domu. Pożegnałam się z chłopakiem i poszłam w kierunku domu. Miałam cichą nadzieję, że Zayn już wrócił do domu. Po dziesięciu minutach drogi dotarłam na miejsce. Weszłam do środka i usłyszałam rozmowę dobiegającą z salonu. Poszłam w tamtym kierunku i ujrzałam dobrze bawiących się chłopaków i Gabe. Ech zabolał mnie brak mojego Mulata.
- Hej - uśmiechnęłam się lekko i usiadłam na sofie pomiędzy Liam'em, a Harry'm.
- Siema młoda, jak po wczorajszym? - zapytał Lou, obejmując swoją dziewczynę.
- Dobrze, Zayn jeszcze nie wrócił? - spytałam z nadzieją, że wrócił i jest w pokoju.
- Nie - rzucił obojętnie Hazz i włączył jakiś film.
Westchnęłam pod nosem i spojrzałam na Liam'a. Miałam wrażenie, jakby wiedział, że coś jest nie tak. Wtuliłam się w niego i zamknęłam oczy. On bez chwili zawahania objął mnie mocno. Wszyscy skupili się na filmie. Sama zwróciłam wzrok na ekran. Chciałam zająć się czymś i nie myśleć o Zayn'ie. Jednak nie było to takie łatwe. Nie umiałam się skupić na filmie. Siedziałam przytulona do Liam'a i tępo wpatrywałam się w telewizor, nie widząc w tym większego sensu. Nagle główne drzwi wejściowe się otworzyły, a ja od razu usiadłam wyprostowana wyrywając się z objęć chłopaka. To był na szczęście Zayn. Nikt jakoś nie przejął się tym.
- Gdzie byłeś? - zapytałam od razu, gdy wszedł w salonie.
- Ciebie również miło widzieć skarbie. Miałem parę spraw do załatwienia, a później wskoczyłem do baru - powiedział podchodząc do mnie.
Pocałował mnie w policzek i spojrzał na Liam'a. Malik nie śmierdział alkoholem. Raczej powiedziałabym, że tytoniem i damskimi perfumami. Ale... Przecież w barze podeszły do niego jakieś dziewczyny i stąd to czuć. Tak, na pewno tak było. Starałam to sobie wmówić i odrzucić od siebie jakiekolwiek inne możliwości.
- Chodźmy skarbie spać - mruknął Mulat i złapał mnie za rękę, ciągnąc za sobą na górę.
Weszliśmy do pokoju i Zayn kazał mi się położyć. Zrobiłam to niepewnie. Chłopak powiedział, że jest bardzo zmęczony i, że pewnie od razu zaśnie. Rozebrał się do bokserek i rzucił się na łóżko. Przytulił mnie i zamknął oczy. Miał rację z tym, że szybko uśnie. Po chwili słyszałam jego ciche chrapanie. Spojrzałam na jego ciało i zamarłam. Na szyi miał malinki, a jego plecy pokryte czerwonymi śladami po paznokciach. Co to kurwa miało być?! To na pewno nie była moja robota. Poczułam jak łzy napływają do moich oczu. Zwaliłam szybko rękę Malik'a z siebie i wybiegłam z jego pokoju. Wpadłam do swojej sypialni i zamknęłam się na klucz. To niemożliwe. To nie może być prawda. Skuliłam się na podłodze i zaczęłam płakać. Znowu mi to zrobił, a ja głupia robiłam sobie nadzieję, że on się zmienił. Gówno prawda. Nie wytrzymam dłużej w tym domu z nim. Nie chcę tu być. Chcę gdzieś wyjechać na jakiś czas. I może to dobry pomysł? Może powinnam zniknąć na jakiś czas...



Przepraszam, że tak długo musieliście czekać ;c
Mam nadzieję, że to was nie zniechęciło. Kocham was bardzo mocno i dziękuję, że jesteście. 
KOMENTARZ = WIELKA MOTYWACJA DLA MNIE
1. Podawajcie swoje TT
2. Dodawajcie się do obserwatorów
3. Komentujcie
4. Udostępnijcie mojego bloga jeśli będziecie mogli będę bardzo wdzięczna, a was będzie więcej
5. Możecie też komentować rozdział na tt z hashtagiem #ToxicLove
Do kolejnego misie! ♥

poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział 20

Spędziliśmy cały dzień na rozmawianiu. Nawet obiad zjedliśmy w moim pokoju śmiejąc się i rozmawiając. To był naprawdę udany dzień. Znowu położyliśmy się i nawet nie wiem kiedy wtulona w jego silne ramiona zasnęłam...

Obudziłam się i spojrzałam na Zayn'a, który przyciskał mnie do siebie bardzo mocno. Coś mi tu nie grało. Rozejrzałam się dookoła. Jesteśmy w pokoju Zayn'a. Jak? Przecież zasnęłam u siebie. Ostrożnie i powoli wyciągnęłam rękę z uścisku Mulata i przetarłam oczy. Chłopak poruszył się i spojrzał na mnie zaspanym wzrokiem.
- Witaj księżniczko - pocałował mnie delikatnie i przeciągnął się.
- Hej - uśmiechnęłam się. - Co my tu robimy?
- Mmmm... ach tak! Nie obraź się, ale twoje łóżko nie jest wygodne, dlatego przeniosłem cię do siebie - uśmiechnął się słodko.
Rzeczywiście łóżko Malik'a było dużo wygodniejsze... A może tylko tak myślałam, bo pachniało nim i mogłam spać z nim w jednym łóżku.
- Posprzątałeś, ostatnio jak tu byłam to nie dało się przejść.
- Byłaś tu? Kiedy?
- Kilka dni temu. Byłeś totalnie zalany...
- Myślałem, że to mi się śniło - uśmiechnął się i odgarnął włosy z mojej twarzy.
- Która godzina? - usiadłam na łóżku.
Zayn chwycił swój telefon i spojrzał na wyświetlacz. Jęknął niezadowolony.
- Za wczesna. Siódma dwanaście.
- Muszę zbierać się do szkoły - jęknęłam i wstałam.
- Nie idź - zrobił słodkie oczka.
Ugh był teraz taki słodki. Musiałam wyjść jak najszybciej z jego pokoju, żeby mu nie ulec, a byłam tego bliska.
- Wybacz przystojniaku - przesłałam mu buziaka i wróciłam do swojego pokoju.
Weszłam do łazienki i rozebrałam się. Weszłam do kabiny prysznicowej i włączyłam ciepłą wodę. Na mojej twarzy cały czas gościł szeroki uśmiech.Umyłam się i wyszłam z kabiny prysznicowej. Wytarłam się i ubrałam się w czarne rurki i luźną białą koszulkę. Rozczesałam włosy i umyłam zęby. Wyszłam z łazienki i wzięłam torbę. Poszłam jeszcze do Zayn'a. Siedział na łóżku w samych bokserkach.
Podeszłam do niego i uśmiechnęłam się. Chłopak odwzajemnił gest. Podeszłam do niego.
- Idę. Pa skarbie - pocałowałam go i chciałam odejść.
Poczułam mocny uścisk na nadgarstku, pociągnięcie i wylądowałam na chłopaku. Uśmiechnął się zadziornie i zaczął całować mnie namiętnie. Jego silne ramiona oplotły moją talię nie pozwalając mi się podnieść.
- Zayn - wydyszałam w jego usta.
- Proszę - jęknął muskając moje usta.
- Muszę iść.
- Nieprawda. Możesz zostać dobrze o tym wiesz - nagle jego usta znalazły się na mojej szyi i całował moje wrażliwe miejsce.
Z moich ust wydobyło się głośne jęknięcie. Wiedziałam, że się uśmiecha, ale nie odezwał się czekając na moją zgodę. Opuściłam już tyle dni w szkole, ale dzień spędzony z nim bardzo mnie kusił.
- Okay - jęknęłam mu do ucha.
- To co teraz będziemy robić - poruszył brwiami.
- Śnisz Malik - przegryzłam wargę.
Zayn po raz kolejny złączył nasz usta w namiętnym pocałunku. Cichy dźwięk dobiegający z moich spodni przerwał naszą chwilę. Usłyszałam warknięcie chłopaka, a ja sięgnęłam po telefon.
- Zostaw to proszę - całował moją szyję.
- Wybacz - odblokowałam urządzenie i przeczytałam sms.

"Hej tu Niki przychodzisz dzisiaj do szkoły?"

Zmarszczyłam brwi i szybko odpisałam, że nie. Zdążyłam odłożyć telefon, gdy znowu pojawił się sygnał o wiadomości.

"No ja właśnie też. Wiesz może byśmy przeszły się na zakupy? Nie mam co założyć na dzisiejszą dyskotekę ;c"

Pomyślałam chwilę i spojrzałam na złego Mulata. Cmoknęłam jego nos dzięki czemu a jego twarzy pojawił się szeroki, chłopięcy uśmiech. Napisałam dziewczynie, że chętnie i by wysłała mi swój adres.
- Pytałeś co będziemy robić... - zaczęłam zmysłowo szeptać mu do ucha i przegryzłam jego płatek.
Jęknął gardłowo i przeniósł swoje dłonie na moje pośladki. Chciało mi się śmiać, bo pewnie chłopak narobił sobie nadziei, a ja chcę mu zaproponować tylko zakupy.
- Pójdziemy na zakupy, bo nie mam co założyć na wieczór - wyszeptałam i zaczęłam całować jego szyję.
- Co?! Jess kurwa mać błagam cię nie - spojrzał mi w oczy z nadzieją, że żartuję.
- Proszę cię Zayn. Chcę kupić sobie jakąś sukienkę pomógłbyś mi.
- UGH dobra.
- Jeeeeej! To się ubieraj i podjedziemy po Niki - pocałowałam go w usta szybko.
- Co?
- Czekam na dole skarbie - uśmiechnęłam się i wyszłam z jego pokoju.
Weszłam do kuchni, gdzie zastałam Liam'a. Cholera. Wzięłam głęboki wdech i uśmiechnęłam się lekko.
- Hej Li - rzuciłam w jego stronę i podeszłam do blatu kuchennego.
- Cześć. Chyba powinniśmy pogadać - warknął i czułam na sobie jego wzrok.
Wzięłam z talerza, który stał na blacie kanapkę i usiadłam obok chłopaka. Ugryzłam kawałek chleba i przeżuwałam przez chwilę. Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na Liam'a.
- Więc o czym chcesz rozmawiać? - myślałam, że jak udam głupią i odpuści.
- Dobrze wiesz o czym. Wybaczyłaś Zayn'owi? - patrzył na mnie uważnie, a jego oczy były ciemniejsze niż zwykle.
- Tak. Rozmawiałam z nim wczoraj i... - sama nie wiedziałam co mogłam jeszcze mu powiedzieć. - I proszę zaakceptuj to - szepnęłam.
- Robisz wielki błąd... Ale ok to twoja decyzja - nagle wstał i wyszedł.
Patrzyłam na swoje dłonie. Miałam wrażenie, że go zraniłam. W tej chwili straciłam ochotę na wszystko. Nie chciałam by Li był na mnie zły. Zjadłam po woli kanapkę i popiłam wodą. Usłyszałam kroki dobiegające ze schodów. Miałam nadzieję, że to Zayn i zabierze mnie stąd jak najszybciej, bym nie musiała myśleć o tym wszystkim.
- Maleńka? - usłyszałam jego głos.
- W kuchni -powiedziałam wychodząc do niego.
Uśmiechnął się do mnie i od razu przytulił. Pocałował mnie delikatnie w głowę.
- Idziemy?
- Tak.
Spletliśmy nasze dłonie ze sobą i poszliśmy do podziemnego garażu. Zajęliśmy miejsca w aucie i Zayn odpalił samochód. Podałam mu adres Niki.
- Serio Jess? To na drugim końcu miasta - warknął i wyjechał na ulicę.
Dałam mu buziaka w policzek i zobaczyłam jak lekko się uśmiecha. Jechaliśmy przez kilkanaście minut. Całą drogę umilała nam muzyka. Napisałam Nicole, żeby za chwile wychodziła z domu.
Podjechaliśmy pod jej dom i w siadła od razu na tylne siedzenia.
- Hej - powiedziała radośnie.
- Hej. Niki to jest Zayn - przedstawiłam ich sobie.
Pojechaliśmy do jednej z lepszych galerii w mieści. Malik zaparkował auto i wysiedliśmy z niego.
Chodziliśmy po sklepach bez większego sukcesu. Prawie nic nie znalazłyśmy. Weszłyśmy do kolejnego sklepu i rzuciła mi się w oczy czarna, sukienka. Odnalazłam odpowiedni rozmiar i poszłam do przymierzalni. Założyłam ją i przejrzałam się w lustrze. Była śliczna. Dopasowana z delikatną koronką, na ramiączka. Idealnie dopasowana do mojego ciała i nie była za krótka. Od razu mi się spodobała i nie chciałam żadnej innej. Przebrałam się w swoje poprzednie ciuchy i wyszłam z przymierzalni. Nicole stała przy kasie i płaciła za swoje zakupy. Rozejrzałam się w poszukiwaniu Zayn'a. Podeszłam do Niki i podałam ekspedientce sukienkę.
- Widziałaś Zayn'a? - zapytałam brunetkę.
- No właśnie nie.
- Pięćset dwadzieścia funtów - powiedziała kobieta za lady.
Coooo?! Przełknęłam głośno ślinę i sięgnęłam po portfel. Cholera to najdroższa, rzecz jaką kiedykolwiek chciałam kupić. Miałam nadzieję, że ta sukienka przyda mi się nie raz, bo inaczej będę żałować do końca życia.
- Ja zapłacę - usłyszałam za sobą mój ulubiony męski głos.
Odwróciłam głowę i zobaczyłam uśmiechniętego Zayn'a. Podał kobiecie banknoty i musnął ustami moją szyję. Było mi głupio i pewnie to zauważył w mojej minie.
- Spokojnie jakoś mi się odwdzięczysz - wyszeptał zmysłowo do mojego ucha przegryzając jego płatek.
Powstrzymałam się aby nie jęknąć. Uśmiechnęłam się, a chłopak chwycił torbę z moją sukienką.  Po zakupach udaliśmy się na kawę. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się przez cały czas. Ciągle czułam na sobie wzrok Mulata. Jego dłoń często dotykała mojej, albo spoczywała na moim udzie. Po jakimś czasie wyszliśmy z galerii i pojechaliśmy. Najpierw odwieźliśmy Niki do domu.
- To do zobaczenia później - powiedziała zadowolona wysiadając.
- Pa - powiedziałam razem z chłopakiem. - No to w końcu zostaliśmy sami - powiedział oblizując usta.
- Zayn... Dziękuję.
- Za co? - spojrzał przelotnie na mnie.
- Za sukienkę, była droga.
- Nie przesadzaj. Kupiłem ją i mam nadzieję, że będziesz w niej dobrze wyglądać - uśmiechnął się puszczając mi oczko.
- A gdzie byłeś jak przymierzałam sukienkę?
- Wiem, że chciałabyś bym był z tobą w tej przebieralni, ale to by się raczej nie spodobało innym klientom - zaśmiał się. - Poszedłem do jednego sklepu się rozejrzeć.
Po kilku minutach byliśmy już w domu. Wysiedliśmy z auta i poszliśmy na górę. Spojrzałam na zegar. Była czternasta pięćdziesiąt. Byłam pewna, że była jakaś dwunasta. Zayn wziął mnie na ręce i zaniósł do swojego pokoju. Położył mnie na łóżku. Usiadł na mnie okrakiem i zaczął namiętnie całować. Jęknęłam w jego usta i po chwili odwzajemniałam jego pocałunki. Przegryzł moją wargę i pociągnął za nią. Nagle ze mnie zszedł i położył się obok.
- Naprawdę chcesz iść na tą dyskotekę? - jęknął Zayn bawiąc się moimi włosami.
- Tak. Jestem nowa i nie chcę wyjść na jakiegoś dziwaka, który nie chodzi na dyskoteki.
- No w sumie racja.

O siedemnastej wyszłam z jego pokoju i poszłam do siebie. Weszłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam do kabiny prysznicowej. Wzięłam jabłkowy żel pod prysznic i dokładnie umyłam swoje ciało. Później wzięłam szampon do włosów. Wycisnęłam trochę płynu na dłoń i wmasowałam go we włosy. Po chwili dokładnie spłukałam pianę ze swojej głowy i ciała. Zakręciłam wodę i wyszłam z kabiny. Wytarłam się i owinęłam ręcznik swoje ciało. Wzięłam suszarkę i wysuszyłam włosy. Wyszłam z łazienki i skierowałam się do szafy.
Założyłam czarną bieliznę i swoją nową sukienkę. Usiadłam przed toaletką i rozczesałam włosy. Patrzyłam przez dłuższą chwilę na swoją twarz i kosmetyki jakie posiadałam. Nałożyłam podkład na twarz i puder. W końcu zdecydowałam się na jasnoróżowy błyszczyk. Postanowiłam oczy pomalować na ciemno. Zrobiłam kreski na dole kredką i na górze kreski eyelinerem. Wytuszowałam rzęsy i spryskałam ciało swoimi ulubionymi perfumami.
- Jess czekam na dole! Zaraz musimy jechać! - usłyszałam głos Zayn'a.
Założyłam czarne szpilki i zeszłam na dół.
- Jestem - powiedziałam z uśmiechem stając za nim.
Chłopak odwrócił się i przegryzł wargę. Spojrzał na mnie od góry do dołu i uśmiechnął się zadziornie. Dobrze wiedziałam, że mu się podoba.
- Wyglądasz... Ummm... seksownie - oblizał usta i podszedł do mnie bliżej.
Objął mnie w tali i pocałował zachłannie. Poczułam jak chwyta moją dłoń i robi coś z moim palcem. Odsunął się, a ja spojrzałam na rękę. Otworzyłam szeroko oczy. Na moim palcu wskazującym znajdował się śliczny pierścionek z białego złota z brylantem.
- Zayn ja nie... - zaczęłam się jąkać patrząc na prezent.
- Możesz i przyjmiesz - powiedział zmysłowo.
Spojrzałam na niego. Miał perfekcyjnie podniesione włosy. Ubrany był w dopasowane czarne rurki, białą koszulkę i czarną skórę. Był piękny.
- Dziękuję jest śliczny - powiedziałam w końcu.
- Nie tak śliczny jak ty - powiedział z uśmiechem.
Ten tekst był trochę oklepany, ale sposób w jaki to wypowiedział i fakt, że powiedział to on sprawiło, że uśmiechałam się jak głupia. I pewnie nie byłam już taka piękna. Zayn znowu podszedł do mnie na niebezpiecznie bliską odległość i objął w tali przyciągając do swojego torsu. Całował mnie po szyi powoli dochodząc do mojego ucha.
- Jesteś moja - wyszeptał zmysłowo.
Znowu wrócił pocałunkami na moją szyję. Doszedł do linii szczęki i szybko wpił się w moje usta. Jego język znacznie dominował nad moim, co bardzo mi się podobało. Nagle odsunął się i wrócił swoimi pocałunkami do mojej szyi. Jęknęłam cicho, a on mocno zassał moją skórę zostawiając malinkę na szyi.
- To tak dla pewności - powiedział z uśmiechem.
- Jesteś nienormalny - pokręciłam głową i dotknęłam zaczerwionego miejsca.
- Wiem - zaśmiał się i złapał moją dłoń. - Chodź jedziemy.
Wyszliśmy przed dom, gdzie na podjeździe stało już czarne auto. Wsiedliśmy do niego i Zayn wyjechał na ulicę.
- Zastanawiam się czy aby na pewno dobrze robię biorąc cię na tą dyskotekę - powiedział patrząc na drogę.
- Dlaczego? - spojrzałam na niego ze zdziwieniem malującym się na mojej twarzy.
- Wyglądasz tak kurewsko seksownie. Będę musiał cię pilnować cały czas - spojrzał na mnie oblizując usta.
- Zazdrosny? - uniosłam brwi do góry.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - wyszeptał to bardziej do siebie niż do mnie.
Na moich ustach zagościł delikatny uśmiech. Reszta drogi minęła nam w ciszy. Zauważyłam, że Zayn stara się nie angażować w to co między nami jest. Właściwie to co to jest? Nie jesteśmy parą ale przyjaciółmi też nie możemy się nazwać. Chciałabym mieć jasną sytuację, ale boję się reakcji Mulata. Podjechaliśmy pod szkołę. Na parkingu stało już masę samochodów. Zayn zaparkował i wysiedliśmy. Bez słowa chłopak objął mnie w tali i poszliśmy w stronę głównego wejścia. Rozglądałam się w poszukiwaniu Nicole.
W końcu zobaczyłam ją przy schodach. Miała na sobie białą koszulkę i wzorzystą spódniczkę i czarne szpilki. Włosy miała spięte i delikatny makijaż. Przeniosłam wzrok na jej towarzysza i zamarłam. Obok niej stał wysoki, przystojny chłopak. Ubrany był w szare spodnie, trochę ciemniejszą bluzkę, na to skórzaną kurtkę i full cap. Znałam go. To Nathan, ten z którym ścigał się Liam.
- Jess! Zayn! - krzyknęła brunetka i pomachała nam.
Zauważyłam, że jej partner zaczął mi się przyglądać i chyba mnie rozpoznał. Zayn mocniej mnie objął i gromił spojrzeniem Nathan'a. Cholera! Czułam, że będą problemy.
Podeszliśmy do nich i Niki przywitała się z nami buziakami w policzek.
- Jess, Zayn to jest... - zaczęła.
- Znamy się - powiedziałam niepewnie.
- Tak? To świetnie! - Niki pisnęła rozradowana.
- Jess wyglądasz znacznie seksowniej niż podczas naszego pierwszego spotkania - powiedział Parker uważnie mi się przyglądając.
Zayn cały się spiął i mocniej mnie objął. Nie odzywał się ani słowem. Patrzyła raz na mnie raz na Nathan'a. Był wkurwiony. Udałam, że nie słyszałam uwagi towarzysza Niki i zmieniłam szybko temat.
- Chodźmy do środka - pociągnęłam Zayn'a za sobą.
Jego uścisk stał się jeszcze mocniejszy. Nie wiedziałam czego mogę się teraz po nim spodziewać. Weszliśmy na salę, gdzie było już sporo osób. Leciała głośna muzyka, do której wszyscy tańczyli. W rogu sali były ustawione stoły z przekąskami i napojami. Odwróciłam się niepewnie i spojrzałam na Mulata.
- Skąd go znasz? - wysyczał przez zaciśnięte zęby, a jego dłonie zacisnęły się na moich ramionach.
- Byłam na wyścigach z Li i on się z nim ścigał - szepnęłam tak by tylko on to usłyszał.
- Co kurwa?! - warknął głośno i przycisnął mnie mocno do ściany. - Po chuj z nim tam jechałaś? Normalna jesteś?! Mogło ci się coś kurwa stać - patrzył na mnie czarnymi oczami, w których widziałam złość.
- Zayn ranisz mnie - jęknęłam zaciskając oczy z bólu.
Głęboko oddychał i po chwili poluźnił uścisk na moich ramionach. Spojrzał na mnie oczami pełnymi bólu i przyciągnął mnie do siebie. Obejmował mnie mocno i głaskał po plecach.
- Nigdy więcej nie rób mi tego, rozumiesz? Nigdy więcej nie chodź tam - wyszeptał do mojego ucha.
- Dobrze - powiedziałam cicho i pocałowałam go delikatnie.
Odwzajemnił mój pocałunek równie delikatnie. Nie potrwało to zbyt długo, bo zaczęliśmy się całować coraz zachłanniej. Jego dłonie błądziły po moim ciele, zatrzymując się na moich pośladkach. Ścisnął je, a ja jęknęłam w jego usta. Nawet nie wiem kiedy byliśmy w środku tańczącego tłumu. Malik położył dłonie na moje biodra i przycisnął do swoich. Kołysaliśmy się w rytm muzyki co jakiś czas całując się namiętnie. Wiedziałam, że wszyscy się na nas patrzą, ale w tym momencie to mnie nie interesowało.
- Idę zapalić mała - powiedział prosto do mojego ucha. - Poczekaj  na mnie - puścił mi oczko i odszedł.
Oblizałam usta i podeszłam do stołu nalewając sobie energetyka. Napiłam się i rozejrzałam się po sali. Nagle poczułam męskie dłonie na swojej tali. Byłam pewna, że to Zayn. Odwróciłam się z uśmiechem, który po chwili zniknął.
- Nie mogę oderwać od ciebie dzisiaj wzroku - powiedział Parker uśmiechając się zadziornie.
- Puść mnie i idź do Niki, z którą tu przyszedłeś - warknęłam i zaczęłam mu się wyrywać.
- Co mi po Nicole skoro bardziej podobasz mi się ty. Poza tym widzę, że nie ma tutaj twojego partnera - przybliżył się do mnie tak, że dzieliło nas teraz zaledwie kilka centymetrów.
- Puść mnie! - krzyknęłam i zaczęłam się jeszcze bardziej wyrywać.
To nic nie dało. Jeszcze bardziej go to tylko nakręcało. Postanowiłam zmienić taktykę. Przestałam się ruszać i stałam patrząc na niego.
- Grzeczna dziewczynka - oblizał usta. - Gwarantuję ci, że będzie bardziej ci się podobało niż z Zayn'em.
Był taki naiwny. Chciałam się zaśmiać, ale na szczęście udało mi się powstrzymać. Przysunął się bliżej, a ja to szybko wykorzystałam. Podniosłam nogę. Kolanem z całej siły uderzyłam w jego krocze.
- Kurwa! - syknął i odsunął się łapiąc za bolące miejsce.
Nie myślałam długo nad tym co mam teraz zrobić. Szybko zdjęłam szpilki i wybiegłam ze sali, a później ze szkoły. Biegłam bardzo szybko i nie odwracałam się za siebie. Nagle poczułam mocny uścisk na nadgarstku i zostałam pociągnięta do tyłu.
- Gdzie tak biegniesz maleńka? - usłyszałam znajomy męski głos.
- Nathan... - wydyszałam i próbowałam złapać oddech.
Spojrzałam jak wszystkie mięśnie się napinają, a oczy Zayn'a stają się prawie czarne.
- Zrobił ci coś? - warknął.
Nie zdążyłam wypowiedzieć nawet słowa, gdy Zayn zaprowadził mnie do swojego auta.
- Wsiadaj i czekaj tu na mnie - pocałował mnie szybko w czoło i poszedł do szkoły.
Wsiadłam do auta i czekałam na niego. Minęło kilka minut, a jego nadal nie było. Zaczęłam się denerwować. Przecież Josh też był na tej imprezie i mógł pomóc bratu. Ta myśl mnie przeraziła. Zaczęłam wyobrażać sobie mojego Zayn'a pobitego leżącego na podłodze. Pokręciłam głową by odpędzić złe myśli. Nagle się doczekałam. Szedł szybko praktycznie biegł. Widziałam lekkie zadrapania na jego twarzy. Wsiadł szybko do auta i odpalił w biegu samochód. Ruszył z piskiem opon i po chwili byliśmy poza terenem szkoły.
- Zayn co się stało?
Nie odpowiedział tylko co chwila patrzył w boczne lusterko. Przerażał mnie. Co tam się kurwa stało? Coś nam grozi? Dlaczego uciekamy?
- Zayn! - krzyknęłam ze łzami w oczach...


O to kolejny rozdział. Jest trochę dłuższy i mam nadzieję, że wam się podoba :)
Dziękuję za komentarze, one bardzo mnie motywują.
 KOMENTARZ = WIELKA MOTYWACJA DLA MNIE
1. Podawajcie swoje TT
2. Dodawajcie się do obserwatorów
3. Komentujcie
4. Udostępnijcie moje bloga jeśli będziecie mogli będę bardzo wdzięczna, a was będzie więcej
5. Możecie też komentować rozdział na tt z hashtagiem #ToxicLove
KOCHAM WAS ♥
Do następnego xx

wtorek, 27 stycznia 2015

Rozdział 19

Otworzyłam zmęczona oczy. Woda była bardzo zimna, a ja obolała. Zasnęłam w wannie. No super. Wyszłam z niej i wytarłam się. Założyłam szlafrok, bieliznę i wyszłam z łazienki. Rzuciłam się na łóżko i od razu mój wzrok powędrował na balkon. Nie było go. Pewnie cały czas śpi. Westchnęłam cicho i wsunęłam się pod kołdrę. Zamknęłam oczy oddając się w objęcia Morfeusza...


Obudziłam się wyspana i wypoczęta. Usiadłam na łóżku i przeciągnęłam się. Spojrzałam na balkon. Za oknem było dziwnie jasno. Chwyciłam telefon i sprawdziłam telefon.
- Dziesiąta dwadzieścia?! Kurwa, kurwa, kurwa zaspałam! Czemu nikt mnie nie obudził?! - zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki.
Szybko umyłam zęby i twarz. Rozczesałam włosy i wróciłam do pokoju. Wyciągnęłam z szafy pierwsze z brzegu spodnie i koszulkę. Ubrałam się i podbiegłam do biurka chwytając zeszyty. Na książce leżała kartka. Wzięłam ją i zaczęłam czytać w pośpiechu.
Warknęłam pod nosem. Serio Lou?! Ja tu się śpieszę, a nie muszę iść do szkoły. Jestem ciekawa co się stało. Zostawiłam w spokoju przybory szkolne i wyszłam z pokoju. W całym domu panowała grobowa cisza. Nigdy tu tak nie było. Zawsze chłopaki gadali, hałasowali albo chociaż był włączony telewizor lub muzyka. Poszłam do kuchni i wyciągnęłam z lodówki jogurt. Wzięłam łyżeczkę i udałam się do salonu. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Skakałam po kanałach szukając czegoś ciekawego. Ech rano nic specjalnego nie leci. Zostawiłam MTV i zaczęłam zajadać się swoim truskawkowych jogurtem. Zastanawia mnie czy zobaczę dzisiaj Zayn'a i czy będzie w takim samym stanie co wczoraj. Chciałabym go zobaczyć i usłyszeć jego zachrypnięty głos. Z drugiej strony wiem, że jeśli się spotkamy i będzie on trzeźwy, to będziemy musieli pogadać o tym co się stało. Nie jestem jeszcze na to gotowa. Wiem. Wiem, że wybaczę mu... W zasadzie chyba już mu wybaczyłam. Ale rozmowa nas nie ominie i to może wszystko skomplikować. Wzięłam głęboki wdech i oparłam głowę o zagłówek sofy. Za często myślę o Zayn'ie. Ciekawe, czy on myśli o mnie? Czy jestem dla niego kimś ważnym? Chciałabym, żeby tak było.
Wyłączyłam telewizor jakoś po trzynastej. Weszłam po schodach na górę i zamarłam. Stał dosłownie kilka metrów ode mnie. Miał na sobie te same ubrania co wczoraj. Widoczniejszy był też jego zarost, który był gęstszy niż zwykle. Włosy miał w nieładzie, a jego oczy spuchnięte. Było mi go tak szkoda.
Do moich oczu napłynęły łzy. Nie myślałam zbytnio i wyciągnęłam w jego stronę ręce.Widziałam jego wahanie, ale po chwili przytulił mnie. Znowu czułam się bezpieczna. Nie odzywaliśmy się ani słowem. On coraz mocniej mnie obejmował i usłyszałam, że płacze. Sama pozwoliłam by moje łzy popłynęły po policzkach. Bardzo mi go brakowało. Wszystko odeszło. Najważniejsze było dla mnie to, że znowu ma mnie w swoich umięśnionych ramionach. Wiedza, że on przeżywał to bardziej niż ja dobijał mnie jeszcze bardziej. Pozwoliłam osobie, którą kocham cierpieć.
- Brakowało mi ciebie - powiedział tak cicho, że sama nie byłam pewna czy tego sobie nie wymyśliłam.
- Mi ciebie też - szepnęłam i zamknęłam oczy.
Staliśmy tak dosyć długo. Sama nie wiem czy minęło kilka sekund czy minut. Nie płakaliśmy już. Słyszałam tylko przyspieszone nasze oddechy.
- Jess powinniśmy porozmawiać - powiedział i poczułam jak jego mięśnie spięły się.
Bał się. Bał się tej rozmowy, tak samo jak ja. Miałam mu za złe, że zepsuł tą wspaniałą chwilę. Westchnęłam cicho.
- Proszę nie teraz - jęknęłam drżącym głosem.
- Przepraszam maleńka - wyszeptał w moje włosy.
- Przepraszam pogadamy kiedy indziej - musnęłam ustami jego szyję i odsunęłam się od niego.
Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem i weszłam do swojego pokoju. Usiadłam na podłodze i skuliłam się. Schowałam twarz w kolanach i zaczęłam płakać. Nie wiedziałam dlaczego tak zareagowałam. Mogłam przecież stać tam z nim teraz i tulić się do niego.

Cały wczorajszy dzień spędziłam w pokoju. Myśląc o tym wszystkim.
Obudziłam się rano i przygotowałam się do szkoły. Dzisiaj na szczęście Harry zawozi mnie do szkoły, choć podobnie ma od razu jechać coś załatwić. Trudno. Ubrałam się w czarne rurki i szarą bluzę. Chwyciłam swoją torbę i zeszłam na dół gdzie czekał na mnie Styles. Uśmiechnęłam się do niego lekko i poszliśmy do garażu. Wsiedliśmy do auta i chłopak odpalił samochód. Całą drogę milczałam. Harry próbował w jakiś sposób wciągnąć mnie do rozmowy z marnym skutkiem, więc po jakimś czasie odpuścił. W mojej głowie cały czas siedział Malik. Tak bardzo mi go brakowało i chciałam znowu go czuć blisko siebie. Czuć ciepło jego ciała, bicie jego serca i przyspieszony oddech. Chciałam tylko mieć za sobą tą rozmowę. Wiem, że Zayn nie odpuści i choć na pewno jest to dla niego równie ciężkie jak dla mnie, ale on chce ją przeprowadzić.
Poczułam jak ktoś mną potrząsa. Odrzuciłam wszystkie myśli i spojrzałam na Harry'ego.
- Co z tobą? Mówię od kilku minut, że jesteśmy na miejscu, a ty nic. Wszystko okay?
- Ummm tak tak. Zamyśliłam się tylko - spuściłam głowę na swoje dłonie.
- Jesteś dziwnie milcząca ostatnio.
- Jest dobrze - uśmiechnęłam się blado. - Pójdę już. Pa Hazz - dałam chłopakowi buziaka w policzek i wysiadłam z auta.
Chłodne powietrze owiało moje ciało. Nie było dzisiaj zbyt ciepło. Weszłam do budynku i udałam się na pierwsze piętro, gdzie była pracowania geograficzna. Usiadłam pod klasą i znowu się zamyśliłam. Chciałabym by Zayn przyjechał po mnie i zabrał na kilka dni do tego domku w lesie.
Po kilku minutach obok mnie usiadł Austin i Josh.
- Hej - powiedzieli radośnie razem.
- Cześć - odpowiedziałam z udawanym uśmiechem.
- Czemu cię wczoraj nie było? - zapytał Austin.
- Nie czułam się najlepiej - skłamałam.
Nie miałam ochoty rozmawiać z nimi. Z nikim nie miałam ochoty. Modliłam się tylko by ten dzień wreszcie się skończył. Na moje szczęście zadzwonił dzwonek. Wstałam z ławki i poszłam do klasy. Usiadłam na swoim miejscu, a obok mnie pojawiła się Nicole.
Nicki to śliczna brunetka z dużymi piwnymi oczami. Była chyba najładniejsza w całej szkole. On dobrze wiedziała, że jest piękna i wykorzystywała to. Usiadła obok mnie. Miała na sobie brązową bluzkę, jeansy i bordową czapkę.
- Hej - powiedziała z uśmiechem.
- No hej - odwzajemniłam gest.
- Nie miałyśmy okazji jeszcze porozmawiać, a szkoda, bo wydajesz się być bardzo miła - powiedziała radośnie.
Nie wiem jak ona to robi, ale za każdym razem, gdy ją widziałam w szkole była uśmiechnięta. W sumie miała piękny uśmiech, więc mogła go pokazywać cały czas.
- No jeszcze nie miałyśmy okazji...
- Nie obrazisz się jak będę z tobą siedzieć na tej lekcji?
- Jasne, ze nie - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Proszę o cieszę - powiedział nauczyciel geografii wchodzący do klasy.
Westchnęłam i zaczęłam notować to co mówił mężczyzna. Na szczęście lekcja wyglądała, tak, że zapisaliśmy pół strony w zeszycie, a później kazał nam tylko słuchać.
Po długich czterdziestu pięciu minutach zadzwonił dzwonek. Spakowałam swoje rzeczy i poszłam pod klasę obok, gdzie mieliśmy godzinę wychowawczą. Dla mnie powinny być tylko godziny wychowawcze zwłaszcza, że mamy fajnego nauczyciela. Siedziałam na ławce, gdy podeszła do mnie Nicole. Uśmiechnęła się i usiadła obok.
- Co powiesz na wspólny lunch? - zapytała.
- Teraz?
- No nie za godzinę. Myślę, ze fajnie byłoby się poznać.
- Chętnie - w sumie to się ucieszyłam, bo nie będę musiała siedzieć z Megan.
- Bardzo się cieszę - pisnęła.
Rozmawiałyśmy chwilę, gdy podszedł do naszej klasy nasz klasowy kujon.
- Ekhem pan Owen kazał wam przekazać, że będziemy lekcję mieli na sali gimnastycznej - powiedział dumnie, tak jakby był z siebie dumny, że to jego przysłał nauczyciel.
Wszyscy się podnieśliśmy z miejsca i poszliśmy na salę. Nasz nauczycie Jerry Owen miał około dwudziestu pięciu lat i uczył wuefu. Był naszym wychowawcą i chyba każda klasa nam tego zazdrości. Jest młody, więc nas rozumie. Nie robi nam afer o byle co i w sumie możemy pogadać z nim jak z kolegą. Gdy znaleźliśmy się na sali, nasz nauczyciel zostawił hantle i podszedł do nas z uśmiechem. Jak to on był w samych spodenkach i miał przewieszony ręcznik przez ramię. Lubił chyba się chwalić swoim ciałem. Miał czym, więc nie widzę w tym problemu. Gorzej jakby był to stary, gruby facet z włosami na klasie i plecach... Skrzywiłam się na tą myśl. No ale nasz pan Owen podobał się dziewczynom i to go nie krępowało.
- Siadajcie - powiedział siadając na krześle, a my na podłodze przed nim.
Obok mnie usiadła Nicki, a po drugiej stronie Josh, który uśmiechnął się do mnie.
- No to klaso mamy trochę spraw do załatwienia. Na początek Jess cieszę się, że jesteś z nami i dobrze ci z nami - powiedział mężczyzna patrząc na mnie z uśmiechem.
Zarumieniłam się i spuściłam wzrok. Poczułam rękę na swoim ramieniu rękę. Spojrzałam na Josha, który tylko się uśmiecha i przyciąga mnie bliżej obejmując. To było trochę dziwne. Nagle w mojej głowie odezwały się słowa Austina "widać jak na ciebie patrzy. Podobasz mu się."
Odrzuciłam tą myśl od siebie i skupiłam się na tym co mówi nauczyciel.
- Słuchajcie pewnie się ucieszycie, bo jutro odbędzie się w naszej szkole dyskoteka - wszyscy zaczęli nagle gadać, komentować i ustalać w co się ubiorą. - Ej! Wysłuchajcie mnie, a później dam wam wolną chwilę. Trochę tych informacji mam wam do przekazania.Wracając do jutrzejszej imprezy. Możecie zabrać ze sobą osobę towarzyszącą spoza szkoły. Wiem co byście chcieli robić, więc proszę nie przesadzajcie z alkoholem. Po drugie dzisiaj macie skrócone lekcję. Macie potem matematykę i angielski, a później do domu - wszyscy się ucieszyli. - I ostatnia informacja. Mam już plan wycieczki, która odbędzie się w maju. Jedziemy do Londynu. Wiem, że nie będziecie chcieli zwiedzać za dużo i chcecie się tylko bawić, więc wybrałem Londyn. Jakieś pytania?
- Na ile dni? - zapytał Austin.
- Trzy. Nie ma więcej pytań? Nie, to macie teraz chwile dla siebie - powiedział mężczyzna i wrócił do swoich hantli.
- Jejku tak się cieszę na tą imprezę i wycieczkę - pisnęła zadowolona brunetka.
- Ja w sumie też - uśmiechnęłam się.
- Wiesz już kogo zabierzesz? - wtrącił się Josh.
- Nie wiem jeszcze - wzruszyłam ramionami.
Od razu pomyślałam o Liam'ie albo Harry'm. Będę musiała o tym pomyśleć.
Po tej lekcji udałam się z Nicki na stołówkę. Wzięłyśmy tacę z jedzeniem i usiadłyśmy przy stoliku, który stał na środku pomieszczenia. Miałyśmy idealne miejsce na wszystkich... A wszyscy mieli idealny widok na nas. Z brunetką od razu złapałyśmy wspólny język. Dużo się śmiałyśmy. Zaczęłyśmy obgadywać innych uczniów.

Podobało mi się to, że dziewczyna była szczera do bólu i na dodatek zabawna. Czułam się jakbym znała ją kilka dobrych lat. Cieszę się, że znam kogoś takiego.
- Spotkamy się jutro przed imprezą przed szkołą? - zapytała.
- No okay. Wiesz z kim pójdziesz?
- Hmm mam na oku jednego chłopaka. Mieszka niedaleko mnie i jest bardzo przystojny. Mam nadzieję, że mi się uda go zaprosić.
- Uda ci się jestem o tym przekonana - uśmiechnęłam się.
- A ty z kim masz zamiar przyjść?
- Myślę o którymś z kolegów mojego brata.
- No, no Jess - spojrzała na mnie i razem się zaśmiałyśmy.
Gdy tak rozmawiałyśmy wzięłam telefon i napisałam szybko sms, że kończę wcześniej i żeby ktoś po mnie przyjechał, Nacisnęłam "wyślij", usunęłam tą wiadomość i zaczęłam się do kogo ją wysłałam. Cholera głupia jestem.
Lekcje szybko minęły. Pod szkołą rozstałam się z Nicole i każda z nas poszła w inną stronę. Poszłam na parking i zaniemówiłam. To niemożliwe.
Na parkingu stał czarny samochód. Na jego masce leżał wielki bukiet z chyba pięćdziesięciu łososiowych róż. O auto opierał się Malik. Odwrócił się i nasze spojrzenia się spotkały. Podeszłam do niego niepewnie.
- Co ty tu... - nie dokończyłam bo chłopak mi przerwał.
- Napisałaś mi wiadomość, że kończysz wcześniej.
- Och... - zagadka rozwiązana. - Przepraszam jeśli ci przeszkodziłam w czymś.
- Nic nie robiłem - wziął kwiaty i wręczył mi je. - Dzień dobry mała - uśmiechnął się i mnie objął.
- Hej - jęknęłam. - Dziękuję za kwiaty.
Mulat uśmiechnął się i wsiedliśmy do auta. Rzuciłam torbę na tylne siedzenie i położyłam tam ostrożnie kwiaty. Jechaliśmy w ciszy, gdy coś mi się nie spodobało. To nie była droga do domu.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam.
- Nie uważasz, że powinniśmy porozmawiać? - nie odrywał wzroku od drogi.
-Nie wiem...
- Chcę byśmy pogadali bez świadków. W  domu są chłopaki, więc muszę cię gdzieś zabrać.
Kiwnęłam tylko potakująco głową. Jechaliśmy jeszcze kilka minut. Chłopak zatrzymał samochód i wysiedliśmy z niego. Rozejrzałam się dookoła. Byliśmy w parku. Tylko, ze jakimś opuszczonym, zniszczonym. Nie za piękne miejsce. Zayn złapał moją dłoń i pociągnął za sobą. Doszliśmy do fontanny. Była popękana i lekko pokryta mchem. Usiedliśmy na niej. Milczeliśmy i żadne z nas nie podnosiło wzroku. W końcu usłyszałam głos ciemnookiego.
- Przepraszam... Wiem robiłem to już wiele razy, ale nawet nie wiesz jak to mnie boli. Nigdy czegoś takiego nie zrobiłem. Uwierz mi, że nie chciałem ciebie wykorzystać. To samo wyszło. Czuję się jak śmieć, który zranił bezbronną dziewczyną. Wiem, że nawet nie mam co prosić cię o wybaczenie.
- Zayn...
- Wiem nienawidzisz mnie i...
- Zayn! - podniosłam głos, by w końcu dał mi coś powiedzieć.
Spojrzał na mnie zdezorientowany i zamilkł.
- Ja ci już wybaczyłam - spojrzałam w jego oczy.
Najpierw widziałam w nich ból, a po moich słowach zdezorientowanie. Po chwili uśmiechnął się lekko chyba nie wierząc w moje słowa.
- Serio?
- Tak. Powinieneś się tego domyśleć po naszym wczorajszym spotkaniu.
- Myślałem, że to mi się przyśniło. Czyli jest między nami już okay?
- Tak - powiedziałam z uśmiechem.
Widziałam jak jego dłonie się trzęsą i nie wie co ma zrobić. Chwyciłam jego dłoń i delikatnie głaskałam ją kciukiem. On od razu się zrelaksował.
- Zayn pójdziesz jutro ze mną na dyskotekę szkolną? - powiedziałam z nadzieją, że się zgodzi.
- To chyba ja powinienem ciebie zaprosić na randkę - uśmiechnął się zadziornie.
- Oj cicho. Pójdziesz?
- Szkolna impreza.... Jeeeeej - powiedział z udawanym entuzjazmem.
- No weź no - zrobiłam słodką minę.
- Dobra pójdę - uśmiechnął się i pocałował mnie w nos.
Siedzieliśmy tak dosyć długo. Milczeliśmy. Ja bawiłam się jego długimi palcami wpatrując się w jego oczy.
W końcu wróciliśmy do auta i pojechaliśmy do domu. Zobaczyłam zdziwioną minę Liam'a, gdy zobaczył nas razem. Wiedziałam, że nie jest z tego zadowolony i będzie chciał o tym gadać. Poszłam szybko do pokoju. Rzuciłam się na łóżko kładąc kwiaty do wazony na stoliku nocnym. Patrzyłam na sufit uśmiechając się jak idiotka. Wzdrygnęłam się, gdy usłyszałam pukanie do drzwi balkonowych. Wiedziałam kto to. Podniosłam się i wpuściłam do środka Zayn'a. Bez słowa pociągnął mnie na łóżko. Leżeliśmy w ciszy. Ja miałam położoną głowę na jego piersi i wsłuchiwałam się w jego przyspieszone bicie serca. Nagle przypomniało mi się co było napisane na kartce od Zayna.
- Zayn?
- Hm? - mruknął cicho i objął mnie mocniej.
- Pamiętasz napisałeś na kartce, że powiedziałam ci coś wtedy i nie wiesz czy to prawda... Co powiedziałam? - podniosłam się na łokciach by móc na niego spojrzeć.
- Och tak... Jess nie mówmy o tym. To nie było nic poważnego. Usłyszę to od ciebie na pewno, gdy to będzie prawda, a wtedy ci powiem, o co chodziło.
- Obiecujesz?
- Obiecuję - uśmiechnął się i cmoknął moje czoło.
Położyłam się tak jak wcześniej i zaczęłam myśleć o tym. Cholera ja mogłam wyznać mu miłość. To mnie przeraziło i w sumie nie wiem czemu to mnie przestraszyło. Moje uczucia mogą zmienić wszystko.
- Cieszę się, że mogę cię znowu mieć w ramionach - wyszeptał w moje włosy.
Uśmiechnęłam się, ale nic nie odpowiedziałam. Wydawało mi się, że on wie, że też się z tego cieszę.
- Jak w szkole? - serio będziemy rozmawiać o szkole Malik?
- Hmm okay. Chyba zaprzyjaźniłam się z dziewczyną z mojej klasy - on zesztywniał. - Spokojnie nie chodzi o Megan - on znowu się rozluźnił. - Jest naprawdę fajna i jutro ją poznasz - uśmiechnęłam się.
- Skoro ty ją lubisz to pewnie tak. A o której mamy się tam zjawić?
- Za pięć dziewiętnasta pod głównym wejściem jestem umówiona właśnie z Nicole.
- Dobra.
- Mam wycieczkę w maju do Londynu na trzy dni.
- Aż trzy dni? Będę tęsknił - powiedział całując mnie w czubek głowy.
To było cholernie słodkie. Prawda jest taka, że pewnie też będę tęsknić.
- Spokojnie jeszcze ci się znudzę.
- Nie sądzę - mruknął.
Spędziliśmy cały dzień na rozmawianiu. Nawet obiad zjedliśmy w moim pokoju śmiejąc się i rozmawiając. To był naprawdę udany dzień. Znowu położyliśmy się i nawet nie wiem kiedy wtulona w jego silne ramiona zasnęłam...


Hej słonka! ♥
I jak podoba się rozdział? 
W zakładce "Bohaterowie" pojawiła się nowa postać Nicole :)
Dziękuję za to, że jesteście.
KOOOOOCHAM WAS ♥♥♥♥♥
Wasze komentarze bardzo mnie motywują, więc proszę o waszą opinię.
KOMENTARZ = WIELKA MOTYWACJA DLA MNIE
1. Podawajcie swoje TT
2. Dodawajcie się do obserwatorów
3. Komentujcie
4. Udostępnijcie moje bloga jeśli będziecie mogli będę bardzo wdzięczna, a was będzie więcej.
Postaram się jak najszybciej dodać kolejny rozdział.
Chętnie przytuliłabym was wszystkich...
Ale, że nie mogę to macie FREE HUUUUUUGS od Niall'a ♥ :D
Jeszcze raz wam dziękuję za wszystko♥
Do następnego razu moje słonka! :) ♥